Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
321 postów 10650 komentarzy

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga.

Rebeliantka - Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym). Współzałożycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

Czy państwo polskie istnieje? Ależ, oczywiście.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Państwo polskie istnieje teoretycznie? Praktycznie nie istnieje? To zależy. Jako zdzierca istnieje jak najbardziej. Oto niemiły przykład.

 

Proszę skomentować ten artykuł:

 

http://www.gf24.pl/17560/czy-to-agencja-czy-panstwowy-zdzierca

 

 

Gazeta Finansowa, Nr 25, 20-26.06.2014, okładka

 

Czy to agencja czy państwowy zdzierca?

 

Krystyna Górzyńska

 

Zabezpieczanie majątku Skarbu Państwa przybiera w Polsce karykaturalne formy. Z jednej strony mieliśmy do czynienia z potężnym procesem wyprzedaży za bezcen znacznej części majątku narodowego, z drugiej ustawodawca i władze wykonawcze broniły i bronią ze wszystkich sił państwowego Skarbu przed zobowiązaniami z tytułu reprywatyzacji, a także z tytułu konieczności naprawy szkód powodowanych przez urzędników i funkcjonariuszy. W tej ostatniej sferze nierzadko nie tylko nie są naprawiane szkody, lecz także poszkodowani bywają obciążani dodatkowymi, wątpliwymi kosztami.

 

Symptomatyczny przykład

 

Zbankrutowany dzierżawca i jego problemy z Agencją Nieruchomości Rolnych

 

Pan Zbyszek z Krakowa, dawny opozycjonista, był przedsiębiorcą świetnie funkcjonującym na rynku. Zbudował wraz z żoną od zera bardzo dobrze działającą firmę produkcyjno-handlową. Nadwyżki dochodów inwestował na giełdzie oraz przeznaczał na zakup ziemi. Był stałym klientem Agencji Nieruchomości Rolnych.

 

Wszystko szło znakomicie aż do 2007 roku. Wówczas to pan Zbyszek został namówiony przez krakowskie biuro maklerskie IDM SA do zakupu akcji spółki deweloperskiej LC Corp.

 

Niestety, był to niewypał. Akcje rozpoczęły giełdową karierę kursem zaledwie 10 groszy wyższym od ceny emisyjnej 6,50 zł. Już podczas pierwszej sesji ich wartość spadła do 6,06 zł. Półtora roku później akcje kosztowały już tylko 59 groszy. Dzisiaj, po 7 latach, akcje LC Corp SA mają wartość około 1,5 – 2 zł za sztukę (rzadko kiedy osiągają poziom 2,20 zł, jak w tym tygodniu).

 

Akcje były zatem znacznie przeszacowane. Okoliczności ich sprzedaży były wysoce kontrowersyjne. Ogromna akcja kredytowa wespół z intensywnymi rekomendacjami maklerów z IDM rozkręciły nieracjonalny popyt na akcje. Redukcja zleceń wyniosła aż 98,12% i przyniosła głównemu bankowi (Getin Bank SA) finansującemu zakup akcji – jeszcze przed pierwszym dzwonkiem na giełdzie – ponad 10 mln złotych dochodu z prowizji i odsetek. Udzielone kredyty nie miały jednak pokrycia we własnych bądź obcych źródłach finansowania działalności banku. Były to w dużym zakresie – jak ustalił na koniec 2007 roku Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego – transakcje „papierowe”. Stały się możliwe, gdyż większościowym akcjonariuszem zarówno Getin Banku SA, jak i firmy LC Corp był Leszek Czarnecki. Mieliśmy do czynienia z niedopuszczalnym konfliktem interesów i insider tradingiem – ściganym w innych krajach. Ale nie w Polsce.

 

Podczas udzielania „kredytów na papierze” łamano też inne przepisy prawa bankowego. M.in. nie uwzględniano rzeczywistej zdolności kredytowej klientów, co umożliwiło stosowanie tzw. lewara (relacja wysokości kredytu do wysokości środków klienta na rachunku inwestycyjnym w domu maklerskim) w wysokości sięgającej nawet liczby 99. Sztuczny popyt zaskutkował ogromnymi stratami akcjonariuszy. Nabywcy akcji tracili zarówno środki własne na rachunkach inwestycyjnych, jak i popadali w niespłacalne długi wobec Getin Banku.

 

Do takich pechowych akcjonariuszy, wprowadzonych w błąd przez maklerów, należał też pan Zbyszek Zainwestował około miliona złotych własnych środków, zaciągnął kredyt w banku w kwocie około 80 mln złotych. Nie tylko stracił oszczędności, lecz ma także zobowiązania wobec Getin Banku, egzekwowane przez komornika, znacznie przekraczające kolejny milion złotych.

 

Dalej już wszystko odbywało się, jak w horrorze. Rozwód, utrata udziałów w firmie rodzinnej, ciężka depresja, cukrzyca, chore serce.

 

Pan Zbigniew – jako bankrut – nie był już w stanie dzierżawić gruntów od Agencji Nieruchomości Rolnych. Od 2009 roku stale popadał w zadłużenia z tytułu umów dzierżawy. Na koniec 2011 roku zwrócił się na piśmie o rozwiązanie wszystkich umów.

 

Kolejny nieszczęśliwy rozdział w życiorysie

 

Ile razy można rozwiązywać te same umowy dzierżawy? Okazuje się, że w Agencji Nieruchomości Rolnych – dwa razy.

 

Pan Zbigniew w 2006 roku zawarł 3 umowy dzierżawy z ANR Oddział Terenowy w Opolu za pośrednictwem biura ANR w Krakowie: Dwie działki znajdowały się w miejscowości Chorągwica w gminie Wieliczka, jedna – w miejscowości Brzezinka w gminie Zabierzów.

 

Od 2012 roku po przekształceniach struktury organizacyjnej w Agencji umowy te obsługuje Oddział Terenowy w Rzeszowie. Działki nie były uprawiane (dzierżawiono je z myślą o późniejszym zakupie od ANR). Czynsze dzierżawne były początkowo opłacane prawidłowo.

 

Jeszcze do 2011 roku pan Zbyszek dokonywał z ogromnym wysiłkiem (pożyczając pieniądze) ostatnich wpłat w Agencji, ale już w czerwcu informował pisemnie ANR o swojej trudnej sytuacji finansowej. Wskazał też nowy adres do korespondencji, gdyż z poprzedniego został administracyjnie wymeldowany na wniosek żony.

 

W dniu 4.10.2011 r. sekcja windykacji należności w Oddziale w Opolu skierowała pismo do radców prawnych wnosząc m.in. o rozważenie zasadności kontynuowania umów dzierżawy. Na koniec grudnia 2011 roku w biurze krakowskim pan Zbigniew złożył prośbę o rozwiązanie umów. Co ważne, ponownie wskazał nowy adres do korespondencji.

 

Biuro krakowskie nie widziało żadnego powodu, aby nie przychylić się do złożonego wniosku. Zaakceptowano go ustnie, przygotowano odpowiedni dokument, podpisano go w imieniu Agencji i przesłano na początku lutego 2012 roku panu Zbyszkowi do złożenia przez niego podpisu. Niestety, pan Zbigniew był wówczas ciężko chory, przebywał w innym miejscu zamieszkania pod opieką rodziny i nie odebrał listu.

 

Jakież było jego zdumienie i zaskoczenie dwojga jego krewnych (poręczycieli wekslowych umów), gdy dowiedzieli się półtora roku później, że umowy jednak nie zostały rozwiązane.

 

Takie stanowisko zajął nowy Oddział Terenowy ANR z siedzibą w Rzeszowie, któremu od początku 2012 roku podlegało biuro krakowskie. Wiadomość w tej sprawie pan Zbyszek otrzymał telefonicznie w czerwcu 2013 roku z siedziby Agencji w Krakowie. Okazało się, że korespondencja kierowana do niego z ANR po nieodebraniu listu w lutym 2012 roku pod nowym adresem ponownie była wysyłana na stary, nieaktualny adres. Zarówno jemu, jak i poręczycielom wysłano w lipcu 2013 roku weksle wypełnione za cały 2012 rok. Pan Zbyszek w sierpniu 2013 r. ponownie złożył wniosek o rozwiązanie umów dzierżawy z dniem 31.12.2011 roku, odwołując się w nim do wniosku złożonego w siedzibie ANR w Krakowie w grudniu 2011 r. Przedstawił też zaświadczenie lekarskie, potwierdzające fakt długoletniej choroby oraz poświadczył ponownie na piśmie nowy adres korespondencyjny. Pracownica ANR w Krakowie, konsultując się z Oddziałem w Rzeszowie, poinformowała go, że umowy zostaną jednak rozwiązane z datą na koniec 2011 roku oraz że przygotuje niezbędne dokumenty po powrocie z urlopu na koniec września 2013 r.

 

Tak się jednak nie stało. Zamiast przedłożenia do podpisu dokumentów z lutego 2012 roku, rozwiązujących umowy, wysłano panu Zbyszkowi (znowu na nieaktualny adres) i jego krewnym na koniec sierpnia pozwy, na podstawie których sąd rzeszowski wydał we wrześniu 2013 r. nakazy zapłaty. Opiewały one łącznie na kwotę około 16 tysięcy złotych i odsetki oraz koszty sądowe.

 

To było, jak cios prosto w serce. Po wielu latach dobrej współpracy, Agencja zaczęła się zachowywać w sposób bezprawny, nielojalny, nieprzewidywalny i wprowadzający w błąd.

 

Próby polubownego wyjaśnienia wątpliwości i rozwiązania sporu

 

W dniu 30 października 2013 r. pan Zbyszek udał się do Rzeszowa wraz z jednym z poręczycieli, prawie 80-letnim starszym panem, aby wyjaśnić nieporozumienia.

 

Podczas rozmów zostały potwierdzone opisane wyżej okoliczności sprawy i zaproponowany przez Agencję sposób jej rozwiązania. Zgodnie z propozycją Agencji, został w tym dniu podpisany przez pana Zbyszka i przedstawiciela Agencji protokół zdawczo-odbiorczy zwrotu dzierżawionych nieruchomości z datą 31.12.2012 r., ale przy zapewnieniu uczestniczących w spotkaniu przedstawicielek Agencji w osobach zastępczyni dyrektora i głównej księgowej, że zobowiązania za 2012 rok zostaną umorzone. Z uwagi na swoją chorobę i wniosek złożony na koniec 2011 roku, pan Zbyszek ma przygotować pismo o umorzenie powstałych w ten sposób „zaległości”, który po dołączeniu dokumentów potwierdzających chorobę i bankructwo, zostanie uwzględniony.

 

Była to kolejna deklaracja bez pokrycia. Zanim pan Zbigniew zdołał skompletować dokumenty, przekazano już jeden z nakazów zapłaty do egzekucji komorniczej. Wkrótce przekazano też drugi nakaz. Poręczyciele wekslowi, starsi ponad 70-letni, schorowani ludzie, zostali postawieni w sytuacji, gdy potrącano im znaczną część świadczeń emerytalnych.

 

Potem jeszcze przez wiele miesięcy pozorowano chęć załatwienia sprawy. Pan Zbigniew trzykrotnie składał wniosek o umorzenie rzekomych należności wykazując swoją ciężką sytuację materialną, będącą skutkiem wydarzeń losowych, nie dających się przewidzieć, wieloletnią chorobę, inwalidztwo jednego z poręczycieli oraz zły stan zdrowia i bardzo niską emeryturę drugiej poręczycielki, a także fakt, że złożył wniosek o rozwiązanie umów już na koniec 2011 roku. Umorzenie na tej podstawie było możliwe w związku z Rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 19 listopada 2009 r. w sprawie szczegółowych przesłanek odroczenia, rozłożenia na raty lub umorzenia należności Agencji Nieruchomości Rolnych oraz trybu postępowania w tych sprawach (Dz.U. z 2009, nr 210, poz. 1619 z późn. zm.).

 

Kto ukrywał, że rozwiązano umowy?

 

Pana Zbigniewa zwodzono przez wiele miesięcy, nakazywano mu kompletować wiele załączników i płatnych zaświadczeń urzędowych, potwierdzających podstawy do umorzenia, a mimo to ostatecznie odmówiono mu oraz nie wycofano się z egzekucji komorniczej wobec jego krewnych.

 

Odpowiedź Agencji była bezwzględna: posiadamy sądowe nakazy zapłaty, a egzekucja jest skuteczna wobec poręczycieli.

 

Kluczowe w tej sprawie jest jednak to, że umowy dzierżawy zostały rozwiązane już w lutym 2012 roku i doręczone panu Zbigniewowi w trybie tzw. doręczenia zastępczego. Fakt nieodebrania przez niego listu nie ma tutaj żadnego znaczenia. ANR podpisała dokumenty, przychylając się do wniosku pana Zbyszka, a więc wola obu stron została wyrażona.

 

Fakt rozwiązania umów był ukrywany przez pracowników Agencji w Rzeszowie. Pan Zbigniew odnalazł te dowody w Biurze w Krakowie dopiero w kwietniu br. i odebrał ich potwierdzone kopie w dniu 10 kwietnia.

 

Na moje pytanie prasowe z dnia 25 kwietnia kierowane do Dyrektora Oddziału o treści: „Z jakich powodów Agencja Nieruchomości Rolnych Oddział w Rzeszowie w piśmie z dnia 16 kwietnia 2014 r., sygn. RZ.SFKW.324.512.2.560.2014.BW, kierowanym do Pana Z. M., zawierającym negatywną decyzję w sprawie złożonego przez niego wniosku o umorzenie należności z tytułu czynszu dzierżawnego wobec Agencji, powołuje się nakazy zapłaty: I Nc 2590/13/ I Nc 2591/13, I Nc 2592/13 uzyskane na podstawie przedstawienia Sądowi niepełnych okoliczności w sprawie, m.in. poprzez ukrycie złożonych przez pana Z.M. na koniec 2011 roku wniosków o rozwiązanie umów dzierżawy, zaakceptowanych przez Agencję, o czym świadczy m.in. pismo Agencji z dnia 7.02.2012 roku, kierowane do pana Z.M.?” nigdy nie otrzymałam odpowiedzi.

 

Jak rozstrzygnie Sąd?

 

Czy państwowa agencja powiernicza ma prawo zachowywać się jak zdzierca? I to chyba zdzierca niezbyt rzetelny? Kto w Agencji odpowiada za tak niewłaściwe, moim zdaniem wątpliwe prawnie postępowanie?

 

12 czerwca mógł tę sprawę rozstrzygnąć Sąd w Rzeszowie, gdyż nakazy zapłaty w stosunku do pana Zbyszka, z uwagi na ich przesyłanie przez Sąd na błędny adres wskazany przez ANR, zostały uchylone i zasadność roszczeń Agencji mogła być ponownie zbadana. Nieoczekiwanie jednak rozprawa została odroczona, gdyż ANR złożyła zażalenie do Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Nie mam jeszcze potwierdzenia, jaką czynność Sądu Rejonowego radca prawny Agencji zaskarżył.

 

Dyrektorem ANR w Rzeszowie jest działacz polityczny wysokiego szczebla z PSL, a jego zastępczynią równie prominentna działaczka PO.

 

 

KOMENTARZE

  • @moher 07:45:31
    Dzięki. Wzajemnie pomyślności życzę.
  • Ciekawe
    Artyykuł przedrukowała Interia: http://m.interia.pl/biznes/news,2027488,4199
  • zdanie przedmiotu dzierżawy
    Samo rozwiązanie umowy może mieć mniejsze znaczenie w kontekście zdania gruntów. czy zdanie gruntów nastąpiło?
  • @JanWels 11:11:38
    Grunty nie były uprawiane. Dzierżawca je "zdał" w momencie wyraźnego wyartykułowania woli rezygnacji z dzierżawy.

    Nie szukajmy jakichś kruczków prawnych tłumaczących Agencję.
  • @JanWels 11:11:38
    W tej sprawie jest jeszcze jeden aspekt. Umowy - zgodnie z prawem - winny być wypowiedziane już w momencie, gdy było widoczne, że dzierżawca nie jest w stanie płacić czynszu. Inaczej mamy do czynienia z tworzeniem pozornych zobowiązań i odsetek od nich kosztem poręczycieli wekslowych. To jest zdzierstwo.
  • @Rebeliantka czyżby "światełko" w tunelu? czy zimny bezwzględny "rodzynek" wobec swego środowiska sędzia?
    5 lat więzienia dla sędziego łapówkarza.

    Na 5 lat bezwzględnego więzienia skazał Sąd Rejonowy w Koszalinie (Zachodniopomorskie) sędziego z Kościerzyny (Pomorskie) Janusza K. za przyjęcie 140 tys. zł łapówek od podsądnych i przekroczenie uprawnień.

    Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie sędzia Sławomir Przykucki wobec Janusza K. orzeczono również grzywnę w wysokości 60 tys. zł oraz przepadek uzyskanych z przestępstwa korzyści.

    Pomagający sędziemu w uzyskaniu jednej z łapówek kierowca-mechanik Marcin L. został skazany na 1,8 roku więzienia w zawieszeniu na 5 lat i 7,5 tys. zł grzywny. Wyrok jest nieprawomocny. Strony mogą wnieść od niego apelację.

    Orzekający w wydziale karnym Sądu Rejonowego w Kościerzynie, przez pewien czas przewodniczący tego wydziału Janusz L. był oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Słupsku (Pomorskie) o trzy czyny.

    Pierwszy z zarzutów dotyczył przyjęcia przez niego między 8 grudnia 1998 r. a 22 grudnia 2008 r. 100 tys. zł od Mariana T. i Krystyny L. w zamian za korzystne orzeczenia w sprawach Mariana T.

    W drugim zarzucie chodziło o przyjęcie między 31 maja 2006 r. a 22 maja 2007 r. 40 tys. zł od Mirosława K. w zamian za wydanie uniewinniającego wyroku w sprawie Mariana K. i Alfonsa B.

    Trzeci zarzut dotyczył sporządzenia między 9 listopada 2008 r. a 22 grudnia 2008 r. projektu apelacji w sprawie Mirosława K. i Alfonsa B., których Janusz K. wcześniej sądził. W zamian za to sędzia dostał wartą 300 zł rybę w galarecie i używał przez co najmniej 5 dni mercedesa należącego do jednego z mężczyzn.

    Marcinowi L. prokuratura zarzucała udzielanie pomocy Marianowi K. w przekazywaniu sędziemu Januszowi K. łapówek w wysokości 40 tys. zł L. miał organizować spotkania obu mężczyzn, przekazywać Marianowi K. żądania sędziego dotyczące oczekiwanych przez niego korzyści majątkowych orać zawozić Mariana K. na spotkania.

    Proces toczył się w Koszalinie na mocy decyzji Sądu Najwyższego. Sprawa ruszyła w czerwcu 2011 r. Potem z powodu choroby Marcina L. została na kilka miesięcy przerwana. Przewód wznowiono od początku w lutym 2012 r. Obaj oskarżeni odpowiadali z wolnej stopy. Żaden nie przyznawał się do zarzutów. Jednym z dowodów w sprawie było dokonane przez policję nagranie wideo z przekazaniasędziemu łapówki przez Mariana T.

    PAP, kim
  • Sprawa nabycia akcji i udzielenia kredytu to jest rodzynek.
    Człowiek wziął kredyt, którego w żaden sposób nie był w stanie spłacić, co jest karalne, a bank udzielił mu go wiedząc, że tak jest a na dodatek wykreował ów kredyt bezprawnie nawet łamiąc zasady rezerwy cząstkowej.
    Oni wszyscy powinni siedzieć, a bank już dawno powinien być przejęty przez państwo lub zamknięty.
  • @Rebeliantka 11:32:19
    Och, nie trzeba szukać kruczków.
    Agencja Rona wydzierżawia ziemię w celu uprawy, co jest spisanym w umowie obowiązkiem dzierżawcy.
    Dzierżawcy nie uprawiającemu ziemię Agencja ma prawo ją odebrać.
    Dodam, że przywrócenie ziemi do pełnej sprawności produkcyjnej z powodu wyłączenia z uprawy na kilka lat trwa mniej więcej trzy lata.
    W tym czasie plony są obniżone znacznie a koszty uprawy podwyższone.
    A to jeszcze mało.
    Gdy na ziemi porosną samosiewne drzewa, koszt jej rekultywacji jest ogromny.
    Samo wycięcie drzew to nic w porównaniu z usunięciem korzeni.
  • Polecam
    https://www.youtube.com/watch?v=8WCGQK3RxRU#t=2180


    Pozdrawiam
  • @Kula Lis 62 13:45:47
    Ciekawa informacja.
  • @AlexSailor 19:21:47
    A tymczasem L. Czarnecki zrobił wielki biznes, a kredytobiorcy - zbankrutowali.
  • @AlexSailor 19:27:08
    W tym przypadku działki były dzierżawione z myślą o późniejszym zakupie na cele nierolnicze.
  • @liberalkonserwatywny 19:47:17
    Dzięki za link. Odsłucham z ciekawością.
  • @Rebeliantka 01:11:33
    Jeżeli nie jesteśmy w stanie obalić mitu, że trójka daje równowagę to jesteśmy ułożonymi kłamcami w złej wierze wykształceni na pożytek pasożytów.
    Pozdrawiam
  • @goodness 13:50:26
    Zgadzam się.
  • @Rebeliantka 14:43:06
    Powoli wszyscy zrozumieją, dlaczego w Polsce niema demokracji, bo niema prawdziwej równowagi w liczbie parzystej władzy stanowiącej wyważone prawo dla wszystkich klas społeczeństwa.
  • @Rebeliantka 01:07:57
    Kradzież w biały dzień w majestacie prawa? Sąd nie ukarał pani notariusz za sporządzanie umów, przez które ludzie tracili mieszkania.

    Wrocławska notariusz Dominika G. nie naruszyła zasad etyki zawodowej - orzekł sąd dyscyplinarny notariuszy. Z dziewięciu zarzutów, jakie jej postawiono, w ośmiu przypadkach została uniewinniona - informuje „Gazeta Wrocławska”.

    Pani notariusz była oskarżona o sporządzania aktów notarialnych, w wyniku których ludzie tracili swoje mieszkania. Sąd nie dopatrzył się w tym jej winy. Wyrok nie jest prawomocny.

    Akty notarialne dotyczyły przewłaszczania nieruchomości jako zabezpieczenia pożyczek gotówkowych.

    To często stosowana forma zabezpieczania pożyczek przez lichwiarzy. Pożyczkodawca daje gotówkę, a w zamian przepisywana jest na niego własność mieszkania, domu czy ziemi. Z takiej umowy wynika, że po zwróceniu całej pożyczki i odsetek nieruchomość ma wrócić do poprzedniego właściciela. W podobnych przypadkach często zdarza się, że kwota pożyczki z odsetkami jest znacznie mniejsza niż wartość nieruchomości, będącej zabezpieczeniem

    — wyjaśnia „Gazeta Wrocławska”.

    Posiedzenie sądu było utajnione, toteż nie wiadomo, czy sędziowie przeanalizowali kontrowersyjne umowy spisywane w kancelarii Dominiki G.

    Opisany proceder polegał na zawieraniu przez nieuczciwych „biznesmenów” umów z osobami starszymi, chorymi, samotnymi oraz niezaradnymi życiowo. W konsekwencji nieświadomi niczego ludzie pozbywali się praw do swoich mieszkań. Wszystko odbywało się w majestacie prawa.

    Najbardziej dramatyczny przykład dotyczy domu na ulicy Paderewskiego, który „ukradziono” właścicielce. W czasie spisywania umów, w sądzie toczyło się postępowanie o ubezwłasnowolnienie kobiety. Sprawca oszustwa ma do odsiedzenia czteroletni wyrok. Notariusz przekonywała, że nie zauważyła, by staruszka miała kłopoty z rozumieniem tego, co się z nią dzieje.

    — opisuje gazeta.

    Sąd, który skazał oszusta, skrytykował postawę pani notariusz, ale nie dopatrzył się w jej działaniu złamania prawa. Z kolei pełnomocniczka Dominiki G. przekonuje, że notariusz nie jest adwokatem czy radcą prawnym i jego obowiązkiem poświadczenie umowy zawartej przez strony, a nie dbałość o interesy klienta.

    Jak widać, etyka zawodowa nie zawsze idzie w parze ze zwykłą ludzką uczciwością…

    bzm/gazetawroclawska.pl
  • @Rebeliantka
    Co trzeci Polak obawia się tortur w razie aresztowania http://wpolityce.pl/spoleczenstwo/202877-co-trzeci-polak-obawia-sie-tortur-w-razie-aresztowania

    Ps. Skoro meneli ubierają w mundury...Proszę popatrzeć na prymitywne proszące o rozum buźki tych,co w paTrollach chadzają...Jeszcze dziewczyny wyglądają względnie dobrze...Może ów Bodnar z HFPCiO powie, gdzie można zapoznać się z raportami Fundacji o jej czynnościach podjętych w konkretnych sprawach ludzi bitych przez Policje w "budach" zaraz po zatrzymaniu. Ponadto opinia publiczna powinna wiedzie o ewentualnych działaniach Fundacji n.p. w sprawie mężczyzny gazowanego,bitego i kopanego przez nieumundurowanego policjanta w dniu 11 listopada 2011 r. na ul. Poznańskiej w Warszawie przy współsprawstwie innych członków kilkunastoosobowej, policyjnej bojówki. Obrażające prawo działania sądu w tej sprawie też powinny być przedmiotem zainteresowania HFPCiO. Katowanego przez Policję i następnie odrażająco potraktowanego przez sąd człowieka skutecznie wybronili dziennikarze z ówczesnego Nowego Ekranu. Ponadto konieczne jest monitorowanie przez HFPCiO działań prokuratur i sądów w sprawie przestępczych działań policjantów.
  • @Rebeliantka
    Skandal podczas protestu: „Gdy dziecko próbowało zaprotestować, ruszyło w jej kierunku kilku dryblasów i zarzucili jej na głowę worek. Zaczęto tę dziewczynkę dusić na oczach policji, która nie reagowała! http://media.wpolityce.pl/cache/3e/99/3e991cc23e86dd37f7b1443a28b3036b.jpg Fot. archiwum posła Jaworskiego wPolityce.pl: Gdańszczanie protestowali wczoraj przeciwko publicznemu czytaniu bluźnierczego spektaklu „Golgota Picnic”. W nocy pojawiały się bardzo niepokojące doniesienia dotyczące działań policji. Pokojowy protest miał miejsce w budynku, w którym jest zarówno siedziba „Krytyki Politycznej”, która prezentowała „Golgotę Picnic”, jak i redakcja Polonia Christiana, która przeciw temu protestowała. Co się wydarzyło?

    Andrzej Jaworski, poseł PiS: Doszło do rzeczy skandalicznej, która nie powinna mieć miejsca w cywilizowanym i demokratycznym kraju, a której w Polsce na pewno jeszcze nie było. Do budynku w którym mieści się prywatny lokal, policja blokowała dojście osobom, które są związane z redakcją Polonia Christiana oraz stowarzyszeniem Civitas Christiana. Ludzie chcieli wejść na wcześniej zorganizowane spotkanie modlitewne lecz nie mogli, natomiast w tym samym czasie wpuszczano do budynku osoby powiązane z “Krytyką Polityczną”, której lokal mieści się piętro wyżej.

    Ale na jakiej podstawie dokonywano selekcji? Kto wydał taki rozkaz i decydował o wejściu do prywatnego lokalu? https://www.savetubevideo.com/?v=8z8uHEvfb5o

    Wszystkim dyrygowała kobieta z “Krytyki Politycznej”. To wyglądało jakby ona wydawała rozkazy policjantom decydując kogo mogą wpuścić do budynku, a kogo nie. Uważam, że to jest skandal.

    Co policjanci mówili niewpuszczonym ludziom?

    Nic nie mówili. Ja wielokrotnie żądałem żeby się wylegitymowali, ale żaden funkcjonariusz nie chciał tego zrobić, choć jest to jego obowiązek. Prosiłem również o informację, kto jest dowódcą tej grupy, jednak na to pytanie, także nie uzyskałem żadnej odpowiedzi.

    Czyli równie dobrze mogli być to przebierańcy w mundurach policyjnych.

    Można oczywiście mieć podobne obawy w takiej sytuacji. Zadzwoniłem na numer policji, aby przynajmniej spróbować poprosić o przyjazd na miejsce takiego patrolu policji, który może jednoznacznie wskazać czy to są policjanci, czy grupa przebierańców. Dodatkowo oprócz policji w budynku przebywało kilku ochroniarzy, którzy nie mieli żadnej legitymacji, ani identyfikatora, natomiast byli w bardzo dobrym porozumieniu z funkcjonariuszami.

    Jak policja zareagowała na pańskie informacje o łamaniu prawa z art. 196 K.K., gdzie ewidentnie byliście państwo ośmieszani i wyszydzani z powodu przekonań religijnych?

    Policja nie była tym zainteresowana, bo wolała przerwać modlitwę, która toczyła się w siedzibie Polonia Christiana, motywując swoje działanie “zakłóceniem ciszy nocnej”.

    Cisza nocna w biurowcu? A redakcja “Krytyki Politycznej” tej ciszy nie zakłócała?

    Obecnym właścicielem-najemcą budynku jest stowarzyszenie Civitas Christiana i tam nie ma żadnych mieszkań. “Krytyka Polityczna” swoją pseudo sztukę odgrywała przy użyciu mikrofonów, jednak to nie interesowało policjantów. Mnie osobiście przeraziła sytuacja w której młoda niepełnoletnia dziewczyna została zaatakowana przez grupę wyrostków ponieważ chciała zaprotestować wobec zaistniałej sytuacji.

    Czy to byli ci ochroniarze? Co dokładnie jej zrobili?

    W momencie, kiedy to dziecko próbowało zaprotestować, ruszyło w jej kierunku kilku dryblasów i zarzucili jej na głowę worek. Zaczęto tę dziewczynkę dusić na oczach policji, która nie reagowała na tego typu wydarzenia!

    Rozumiem, że lewicowe projekty mogą być bezkarnie realizowane w Polsce przy pomocy funkcjonariuszy policji, a spokojna modlitwa jest przerywana przy użyciu siły na terenie stowarzyszenia, które ją organizuje. Czy nie można usankcjonować prawnie tego typu zdarzeń?

    Jaką w Polsce mamy równość poglądów, pokazywał przez lata minister kultury Bogdan Zdrojewski przekazując miliony złotych na promowanie lewicowych projektów. W kontekście wydarzeń z Gdańska kolejnym skandalem jest fakt, że lokal “Krytyki Politycznej” jest własnością miasta. W tym wczorajszym “wystąpieniu” brali udział aktorzy Teatru Wybrzeża, którzy są dotowani przez miasto. Pytanie więc dlaczego nikt nie strony miasta nie protestuje w tej sprawie? Dlaczego publiczne środki są przeznaczane na takie rzeczy?

    Informował pan funkcjonariuszy, że jest parlamentarzystą?

    Na samym początku nie chciałem pokazywać legitymacji poselskiej, ponieważ ci panowie nie chcieli pokazać swoich odznak. Dopiero w dalszym etapie poznałem ich imiona i nazwiska, więc przynajmniej znam tożsamość dwóch funkcjonariuszy. Wobec tych wydarzeń trzeba rację przyznać ministrowi Bartłomiejowi Sienkiewiczowi: tak, państwo polskie nie działa. Będę się domagał w tej sprawie wyjaśnień zarówno ze strony MSW, jak mi władz miasta Gdańska.

    Rozmawiał Łukasz Żygadło
  • :-)))
    "Do takich pechowych akcjonariuszy, wprowadzonych w błąd przez maklerów, należał też pan Zbyszek Zainwestował około miliona złotych własnych środków, zaciągnął kredyt w banku w kwocie około 80 mln złotych."

    Jak trzeba mieć nasrane, żeby wyłożyć dorobek życia i zadłużyć się na kolosalne pieniądze, by kupić kota w worku?
    Prawo Darwina: przyroda eliminuje głupków.
    pozdrawiam
  • @ratus 20:40:29
    Nie zgadzam się. Na straży tego "kota w worku", czyli emisji pierwotnej, stała KNF. Nabywcy akcji mieli prawo sądzić, że jest ona rzetelna. Skąd mieli wiedzieć, że pod parasolem ochronnym państwa jest zaplanowany zwykły przekręt?
  • @Kula Lis 62 20:22:25
    Dzięki za komentarze.
  • @Rebeliantka 07:55:59
    Inwestowanie wymaga wiedzy, a nie wiary.
    pozdrawiam
  • @ratus 06:43:41
    Jasne. Po to jest KNF, aby stała na straży interesów inwestorów, którzy mają pieniądze, a nie mają wiedzy.

    Przy Twoim stanowisku KNF i maklerzy byliby niepotrzebni.
  • @Rebeliantka 11:39:11
    Jesli ktoś ma pieniądze, a nie ma wiedzy i próbuje grać, to się nazywa hazard.
    Ci od ruletki i "jednorękich" przynajmniej nie robią z siebie cierpiętników.
    pozdrawiam
  • @ratus 13:07:31
    Pod pieczą KNF nie ma prawa odbywać się hazard!
  • @Rebeliantka 13:35:02
    Tia....
    A policja jest po to, żeby sie ludzie nie zabijali. A jednak się zabijają.

    Pieczę to sprawują rodzice nad dziećmi, a nie urzędy nad frajerami.
    pozdrawiam
  • @ratus 07:55:25
    Nie rozumiem tej argumentacji. Ale zgadzam się, że być może lepiej byłoby rozwiązać i KNF i Policję ;)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej