Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
268 postów 9890 komentarzy

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga.

Rebeliantka - Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym). Współzałożycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

Poeta poznański Marian Karwacki po raz drugi idzie na bruk

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

…. a wszyscy patrzą i nikt nie potrafi poradzić na niesprawiedliwość. Czyżby?

 
 
 
Poznań to miasto, które uchodzi w Polsce za miejsce zamieszkania nobliwych, gospodarnych, przywiązanych do tradycji mieszczuchów. Chełpi się swoją klasą średnią i dobrą pozycją na mapie gospodarczej kraju (5. wynik w zakresie wytworzonego PKB wśród ośrodków miejskich, ważne centrum przemysłu, handlu, logistyki i turystyki biznesowej).
 
Wysoką pozycję w strukturach wymiaru sprawiedliwości i w nauce zajmują poznańscy prawnicy. Ale niesprawiedliwości jest tu niemniej niż gdzie indziej, a może i więcej.
 
Oto opowieść o skrzywdzonym Marianie Karwackim.
 
 
 
Losy Mariana Karwackiego 
 
Marian Karwacki, to poznański poeta, piszący pod pseudonimem Marych z Chwaliszewa, wymieniany w  Poznańskim Przewodniku Literackim (wydanym w 2013 r.) wśród 200 żyjących i nie żyjących poetów i pisarzy polskich, związanych z Poznaniem.  A są tam takie tuzy, jak: Barańczak, Chotomski, Dmowski, Fiedler, Gałczyński, Iłłakowiczówna, Iwaszkiewicz, Kasprowicz, Konopnicka, Janicki, Słowacki  i wielu innych. 
 
 
 
 
Karwacki urodził się w 1945 r. na Chwaliszewie (dzielnica Poznania). Już w wieku 16 lat pracował w Poznańskiej Fabryce Maszyn Żniwnych i ze względu na dużą bystrość szybko został tzw. grupowym. Po służbie wojskowej powrócił do PFŻM. Pracował tam do 1968 r. Awansował i bardzo dobrze zarabiał. Potem – uciekając od rutyny – zmieniał miejsca pracy. W 1976 r. zdał maturę i miał rozpocząć studia. Wszedł jednak w konflikt z sekretarzem partii i mimo, że był cenionym pracownikiem, został wyrzucony z pracy. Gdy wygrał w sądzie i powrócił do Hydrobudowy, w ramach szykan odmówiono mu skierowania na uczelnię.
 
W 1978 roku otworzył prywatną firmę transportową ze wspólnikiem. Po pewnym czasie wrócił do pracy w firmie państwowej, ale w 1980 r. ponownie stał się „prywaciarzem”. Prowadził firmę przewozową przez 10 lat i bardzo dobrze sobie radził. Dostał mieszkanie. W połowie lat 80-tych ożenił się. Ze związku pochodzą 2 córki. Korzystna sytuacja materialna pozwoliła na zakup dwóch działek budowlanych w dobrej dzielnicy Poznania (Podolany) i rozpoczęcie budowy okazałego domu.
 
Niestety, w maju 1990 r. Karwacki uległ wypadkowi na budowie i w tym momencie zaczęły się jego poważne kłopoty. Konsekwencje skomplikowanego złamania nogi nałożyły się na zmianę ustroju gospodarczego. Małe przedsiębiorstwa transportowe zaczęły wówczas bankrutować, a rodzina nie chciała wspierać prowadzenia firmy i przestawienia się na przykład na handel. Dodatkowo, na mocy ówczesnych przepisów Karwackiemu przysługiwała tylko niepłatna renta. Walczył administracyjnie, pisał do władz, ale dopiero w kilka lat później dostał skromną rentę inwalidzką. Musiał zawiesić działalność gospodarczą. Jako człowiek pracowity i zaradny postanowił przetrwać trudny okres, zaczął zbierać puszki i butelki. 
 
Relacje rodzinne pogorszyły się i w 1996 r. żona wyrzuciła go z jego własnego mieszkania. Musiał przenieść się na działkę do domu w stanie surowym, bez ogrzewania i prądu.
 
Rozpoczął starania o odzyskanie mieszkania. Trwały one prawie 10 lat. Prokuratura odmawiała pomocy, kilkakrotnie umorzyła postępowanie, oceniając szkodliwość wyrzucenia człowieka na ulicę, jako ,,znikomą”. Małżeństwo zakończyło się rozwodem.
 
W 2001 roku Karwacki trafił do aresztu za zniesławienie prokurator, której stanowisko w sprawie niewpuszczania go do własnego lokum opisał na plakatach i rozwieszał na przystankach. Był uwięziony przez 9 miesięcy. W 2003 roku Sąd Okręgowy uznał, że areszt był niezasadny i zapłacono mu około 10 tysięcy złotych zadośćuczynienia.
 
Mieszkanie odzyskał dopiero w 2005 roku. Niestety otrzymał je wraz z długami pozostawionymi przez byłą żonę, która nie płaciła opłat eksploatacyjnych. Same skapitalizowane odsetki od nieterminowej zapłaty opłat wyniosły w 2008 roku już ponad 32 tysiące złotych.
 
 
Zaprzeczenie idei spółdzielczych w Spółdzielni „Winogrady”
 
Marian Karwacki otrzymał obietnicę od prezesów Spółdzielni, że jeśli spłaci dług główny i nie będzie zalegał z bieżącymi płatnościami, Spółdzielnia umorzy zaległe odsetki od długu. Karwacki wywiązał się z umowy, ale Spółdzielnia nie dotrzymała słowa. Nadal żądano od niego odsetek. 
 
Karwacki pozwał Spółdzielnię do Sądu. Przegrał. Pomimo zeznań świadków (w tym dziennikarki lokalnej gazety) potwierdzających złożenie obietnicy  przez członków zarządu, ostatecznie Sąd uznał, że nie miało to miejsca, a gdyby nawet taka obietnica była złożona, to i tak to przyrzeczenie nie byłoby ważne, gdyż w Spółdzielni „Winogrady” o  umorzeniu zobowiązań ponad 10.000 tysięcy złotych decydować mogła tylko  Rada Nadzorcza.
 
Co ciekawe, w miarę przebiegu procesu, stanowisko sądów było coraz bardzie korzystne dla zarządu Spółdzielni. Najpierw Sąd uznał, że zeznania świadków potwierdzały obietnicę złożoną Karwackiemu, czyli strony zawarły warunkową umowę zwolnienia z długu, ale że była ona nieważna, gdyż Zarząd nie miał kompetencji do takiej czynności, ponieważ była ona zastrzeżona tylko dla Rady Nadzorczej. Sąd zasugerował też, że Karwacki może żądać od prezesów spółdzielni naprawienia szkody spowodowanej złożeniem nieważnej obietnicy. W drugiej instancji Sąd ustalił już jednak, że nie doszło nawet do zawarcia warunkowej umowy zwolnienia z długu, że ustalenie to „cechuje dowolność i brak oparcia w dowodach”. Gdy w kolejnym procesie, Karwacki – zgodnie z sugestią Sądu pierwszej instancji – pozwał prezesów Spółdzielni jako osoby fizyczne o odszkodowanie z tytułu zawarcia z nim nieważnej warunkowej umowy zwolnienia z długu, miał już małą szansę na wygraną. Proces przegrał.
 
Spółdzielnia nigdy nie zwolniła Karwackiego z zadłużenia spowodowanego przez byłą żonę. Twierdziła, że jest on człowiekiem majętnym, gdyż posiada działkę na Podolanach z domem w stanie surowym. Karwacki był w rzeczywistości tylko jej współwłaścicielem razem z byłą żoną, czyli nie mógł nią samodzielnie zarządzać, a nieruchomość była zdewastowana i okradziona w czasie, gdy Karwacki przebywał w areszcie, ale to przede wszystkim od niego żądano spłacania długu. 
 
Podczas inauguracji Międzynarodowego Roku Spółdzielczości w Polsce podnoszono, że: „Spółdzielczość dowartościowuje człowieka. Spółdzielczość to wspólna praca dla wspólnego dobra. Spółdzielczość  to bardziej bezpieczniejszy świat. Spółdzielczość skutecznie ogranicza negatywne skutki kryzysu. Spółdzielczość jest nadzieją dla zagrożonych ubóstwem i wykluczeniem. Idee spółdzielczości są bliskie miliardowi ludzi na świecie”.  
 
W poznańskich „Winogradach”, te idee zdają się nie obowiązywać.
 
Karwacki – jak podawał w piśmie sądowym z dnia 7 października 2015 roku – spłacił 27 tysięcy długu głównego spowodowanego przez byłą żonę oraz około 15 tysięcy odsetek. Ponieważ do spłaty pozostało około 20 tysięcy odsetek, Spółdzielnia wszczęła przeciwko niemu postępowanie egzekucyjne z mieszkania.
 
 
Podział majątku w sprawie rozwodowej
 
Pod koniec 2013 roku zostało wydane orzeczenie dotyczące podziału majątku pomiędzy rozwiedzionymi małżonkami.
 
Wydano orzeczenie na mocy którego nieruchomość na Podolanach przyznano Karwackiemu z obowiązkiem spłaty żony na kwotę około 120 tysięcy złotych. Karwacki złożył apelację, ale nie została ona przyjęta, gdyż nie uiścił opłaty od apelacji. 
 
Karwacki odmówił przyjęcia przyznanego mu majątku. Zwracał uwagę w piśmie procesowym z dnia 26 czerwca 2015 roku, że w postępowaniu o podział majątku nieruchomość wyceniono na kwotę 320 tysięcy złotych, ale w postępowaniu komorniczym z tej nieruchomości już tylko na kwotę 170 tysięcy złotych. Podnosił, że sąd nie uwzględnił jego wniosku o spłacenie żony w dłuższym okresie czasu, że ciągle pokrywa długi spowodowane przez byłą żonę na zajmowanym przez nią bezprawnie przez prawie 10 lat mieszkaniu, że ma 70 lat, bardzo niską emeryturę i jest schorowany. Nadto, że w postępowaniu sądowym został pozbawiony pełnomocnika z urzędu.
 
 W czerwcu 2015 roku Karwacki wniósł o wznowienie postępowania. Jego wniosek został prawomocnie oddalony w dniu 19 kwietnia br., gdyż w ocenie Sądu skarga o wznowienie nie została wniesiona w terminie, a nadto nie została oparta na ustawowej podstawie wznowienia. Nadto Sąd podkreślił, że brak należytej reprezentacji w postępowaniu nie stanowi dopuszczalnej podstawy wznowienia
 
 
Licytacja mieszkania
 
Jak podawałam wyżej Spółdzielnia w czerwcu 2015 r. wszczęła przeciwko Marianowi Karwackiemu postępowanie egzekucyjne z jego mieszkania. Do postępowania egzekucyjnego przyłączyła się była żona Karwackiego. W dniu 24.09.2015 r. Karwacki otrzymał wyciąg z konta, w którym  określono, że jego zadłużenie z tytułu odsetek od długów na mieszkaniu spowodowanych przez byłą żonę wynosi 20.368 złotych.
 
Komornik Sądowa Ewa Glabus obwieściła o licytacji mieszkania w dniu 14 października 2015 r. Wyceniono je na 212 tysięcy, cenę wywołania określono na 159 tysięcy.
 
W dniu 30 września zapytałam Spółdzienię:
 
Ile wynosi i z jakich tytułów dług pana Mariana Karwackiego wobec Spółdzielni? Kiedy dokładnie dług powstał i kto odpowiada za jego zaistnienie w związku z tym, że pan Marian Karwacki przez wiele lat był pozbawiony możliwości korzystania ze swojego mieszkania i był bezdomny?? 

Czy inne osoby, które są ewentualnie odpowiedzialne za powstanie długu, są poddane czynnościom egzekucyjnym i partycypują w pokrywaniu zadłużenia? 

Czy Spółdzielnia zgodnie z art. 5 kodeksu cywilnego,  stanowiącym, że nie można czynić użytku ze swojego prawa sprzecznie z zasadami współżycia społecznego,  nie powinna bezzwłocznie wstrzymać czynności egzekucyjnych (licytacji mieszkania spółdzielczego pana Mariana Karwackiego) z uwagi na fakt, że był on już bez swojej winy przez wiele lat bezdomny, jest w podeszłym wieku i jest schorowany, dysponuje niewielkimi stałymi źródłami dochodu na bieżące utrzymanie, a nadto - z tego co jest mi 
wiadomo - pokrył już znaczną część zadłużenia? 

Czy Zarząd lub Rada Nadzorcza Spółdzielni mogą podjąć pilnie jakieś działania, aby wstrzymać licytację mieszkania pana Mariana Karwackiego w dniu 14 października 2015 r. mając na uwadze wzmiankowane wyżej zasady współżycia społecznego? Jeśli tak, to jakie działania? 
 
W dniu 7 października otrzymałam następującą odpowiedź:
 
 
 
 
12 października ponowiłam interwencję w Spółdzielni, pytając;
 
Ile obecnie wynosi dług pana Mariana Karwackiego i jego byłej żony wobec Spółdzielni?
 
Czy Spółdzielnia musiała wkraczać na drogę sądową przeciwko panu Marianowi Karwackiego od 1997 roku, gdy był on pozbawiony dostępu do swojego mieszkania i gdy odzyskał go dopiero w 2005 roku?
 
W jakiej wysokości długi na rzecz Spółdzielni spłacił pan Marian Karwacki, a w jakiej jego była żona?
 
Kto jeszcze jest wierzycielem pana Mariana Karwackiego i kto wystąpił ze skutecznym wnioskiem o zaspokojenie się z egzekucji mieszkania należącego do pana M. Karwackiego?
 
Czy istnieje jakaś droga umorzenia niespłaconych należności z tytułu opłat eksploatacyjnych, spowodowanych przez byłą żonę pana M. Karwackiego, skoro to on jest głównie obciążany tą spłatą?
 
Czy spółdzielnia ma możliwość wstrzymać licytację mieszkania spółdzielczego, należącego do pana Mariana Karwackiego?
 
W dniu 12 października Karwacki wpłacił w kasie Spółdzielni kwotę 20.500 zł, którą miał zabezpieczoną jako rezerwę na „czarną godzinę”, a pochodzącą ze zbierania puszek i butelek. Spółdzielnia w dniu następnym odstąpiła od licytacji.
 
Licytacja jednakże odbyła się, gdyż – jak mi wyjaśniono - wcześniej była żona Karwackiego się do niej przyłączyła (jej roszczenia wraz z odsetkami wynoszą ponad 140 tysięcy złotych). Mieszkanie sprzedano nieco powyżej sumy wywołania, 
 
Podczas licytacji Karwacki podnosił, że wniósł o wznowienie postępowania o podział majątku dorobkowego i że w tej sprawie nie ma prawomocnego rozstrzygnięcia, a także że Spółdzielnia odstąpiła od licytacji.  Sąd nie wstrzymał licytacji.  Karwacki złożył zażalenie na postanowienie o przybiciu oraz inne zażalenia. 
 
W dniu 29 października otrzymałam pismo Spółdzielni o treści:
 
 
 
 
 
 
Wynika z niego, że Karwacki jest nadal dłużnikiem Spółdzielni na kwotę około 13 tysięcy złotych.
 
Karwacki też otrzymał pismo, z którego wynika, że Spółdzielnia jest nadal jego wierzycielem. Nie jest jednak w stanie „z uwagi na okres archiwizowania” rozliczyć wszystkich dokonanych wpłat. Ciekawe!
 
 
 
 
Komornik Ewa Glabus pismami z 8 grudnia poinformowała, że Spółdzielnia nadal występuje od Karwackiego o kwotę łącznie około 10 tysięcy złotych. A to ma być jeszcze nie wszystko!
 
Długi się wydają cudownie mnożyć jak króliki i ostatecznie nie wiadomo, ile wynoszą. 
Kwota ze sprzedaży mieszkania być może nie wystarczy na ich pokrycie łącznie z kosztami egzekucyjnymi.
 
Karwacki wróci do nieogrzewanej rudery bez prądu na Podolanach, którą mu też być może zlicytują za grosze.
 
Nie rozumiem, dlaczego komorniczka Ewa Glabus nie podjęła wysiłków, by sprzedać działkę na Podolanach zamiast pozbawiać starszego, schorowanego człowieka godnego miejsca zamieszkania w ostatnich latach życia?
 
Wstrząsające jest licytowanie pracowitego, wyróżniającego się ambicją i poczuciem godności obywatela, który nie miał żadnych długów, a wielkim wysiłkiem - mimo kalectwa i choroby - spłacał cudze. Nawet zbierając puszki i butelki. Rażące jest preferowanie osoby, która postawiła się w roli wierzycielki , wcześniej nie regulując własnych zobowiązań wobec „dłużnika”. 
 
 
 
Co można zrobić?
 
Nie wiem. Może pomoże Biuro Interwencyjne Prezydenta Dudy, które ma swoją filię w Poznaniu i z którym jest związany poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, doktor prawa? Bardzo chwalił tą filię niedawno „Nasz Dziennik”. Może pomogą inni posłowie?
 
Na razie nie jest to kraj dla poetów, przedsiębiorców, ludzi godnych i pracowitych. Wymiar sprawiedliwości preferuje zupełnie innych ludzi.
 
Jestem przygnębiona.
 
 
 
 
 

KOMENTARZE

  • Kto może pomóc?
    Niech się zgłosi.

    Proszę o interwencje u posłów poznańskich.
  • @Rebeliantka 12:44:12
    Chyba tylko Terminator!
  • @Casey 14:55:51
    Rozumiem tą reakcję.
  • System działa cudownie
    Supersprawny system na wyciśnięcie ostatniej kropli krwawicy z obywatela. Winych nie ma, bo wszyscy działają ,,zgodnie z przepisami". Pisać można co najwyżej na Berdyczów. Faktycznie, przygnębiająca historia, a raczej dramat ludzki jeden z wielu.
    Dziękuję Pani Krystyno za zajęcie się tą sprawą i opisanie jej o pomstę do Nieba wołającego rezultatu.
  • @Lotna 23:16:05
    Bardzo trafne podsumowanie.

    Wszyscy działają w zgodzie z przepisami, tylko .... zabijają człowieka w białych rękawiczkach.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

ULUBIENI AUTORZY

więcej