Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
264 posty 9815 komentarzy

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga.

Rebeliantka - Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym). Współzałożycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

Do psychiatryka za walkę o sprawiedliwy system prawny?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W ciągu ostatniego roku opinia publiczna została kilkukrotnie zaalarmowana z powodu skandalicznego przetrzymywania ludzi na długoletniej detencji (przymusowym leczeniu psychiatrycznym w zakładach zamkniętych).

 
Jest ona nierzadko zasądzana w postępowaniach karnych z powodu błahych czynów i to wzbudzających wątpliwości, czy w ogóle miały miejsce. I tak np. szanowany inż. Broll, sprzeciwiający się „ustawianiu” przetargów na Śląsku, spędził 8 lat w psychiatryku w Rybniku z powodu rzekomej (jednej) groźby karalnej, nigdy nieudowodnionej. Pan Meszka – 11 lat z powodu kilkukrotnego grożenia sąsiadom, które nigdy nie weszło w fazę realizacji. Co interesujące, w tym samym czasie był on niezadowolony z działań prokuratury, która – jego zdaniem – nie wyjaśniła wnikliwie przyczyn śmierci jego żony w szpitalu. Obaj panowie opuścili psychiatryk tylko dzięki Rzecznikowi Praw Obywatelskich, który wniósł kasacje do Sądu Najwyższego. Kasacje zostały uwzględnione i „psychiatryczni więźniowie” odzyskali wolność. Takie „pomyłki” są, niestety, dość częste, a ich przyczyny niejasne. Jak się wydaje, za ten stan rzeczy odpowiadają zarówno sędziowie, którzy w sposób daleki od zasad logiki i tzw. doświadczenia życiowego interpretują fakty oraz opinie, jak i psychiatrzy, którzy doszukują się niepoczytalności w zachowaniach jak najbardziej normalnych. Oto kolejny przykład.
 
 
 
10 lat ścigania pod pretekstem grożenia narzeczonemu byłej sympatii
 
Mariusz Cysewski, działacz KPN, tłumacz  języka angielskiego, także sądowy (m.in. tłumaczył non profit Rodzinie Katyńskiej dokumenty potrzebne w procesie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.), były więzień polityczny, aktywny publicysta, opisujący z zaangażowaniem „błędy” polskiego wymiaru sprawiedliwości, wielki propagator ław przysięgłych, został aresztowany w październiku 2006 r. przez Sąd w Tarnowskich Górach. Zarzucano mu kierowanie  gróźb karalnych wobec narzeczonego byłej sympatii, jednorazowe naruszenie jego nietykalności, a także grożenie jemu i ukochanej w celu wywarcia wpływu na ich zeznania w śledztwie. Cysewski zaprzeczył zarzutom i przedkładał dziesiątki wniosków dowodowych, które miały dowieść, że nie popełnił przypisywanych mu czynów. Wskazywał też precyzyjnie na przejawy stronniczości organów ścigania i sądowych oraz fałszywość zeznań oskarżającego go mężczyzny, a nadto wnioskował o postępowanie mediacyjne lub o wydanie przez Sąd wolnościowych środków zapobiegawczych (np. zakazu przebywania w określonych miejscach lub zbliżania się do „pokrzywdzonych”). Żaden z jego wniosków nie został uwzględniony. Uzasadnienia postanowień Sądu były lakoniczne i nie zawierały zgodnego z kodeksem postępowania karnego odniesienia do podnoszonych zastrzeżeń. Sądy konsekwentnie twierdziły, że Cysewski może popełnić przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu pokrzywdzonych, gdyż popełnieniem takich czynów miał grozić. W efekcie spędził on w areszcie aż 10 miesięcy. Przez pewien czas prowadził protestacyjną głodówkę. 
 
Już w tydzień po zaaresztowaniu - co jest zaskakujące - prokurator zarządził przeprowadzenie badań psychiatrycznych aresztanta, tak jakby zakochanie było chorobą psychiczną. W dniu następnym dwie lekarki psychiatrki w jednostronicowej opinii suponowały u badanego zaburzenia schizotypowe i twierdziły, że „istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynów o wysokiej szkodliwości społecznej”. Wywiodły stąd, że konieczne jest  zamknięcie go w zakładzie psychiatrycznym. W 11 dni po aresztowaniu prokurator wystąpił o umorzenie postępowania i detencję podejrzanego w psychiatryku.
 
Sprawa nie jest zakończona do dzisiaj.
 
 
Badania psychiatryczne zamiast postępowania dowodowego
 
W stosunku do Cysewskiego złamano podstawową zasadę postępowania karnego, że przed badaniem poczytalności podejrzanego lub oskarżonego należy przede wszystkim wykazać, iż czyn zabroniony miał w ogóle miejsce.
 
Zgodnie z Postanowieniem SN z dnia 18 lutego 2009 r., IV KK 306/08: „Żaden przepis prawa nie zwalnia sądu z obowiązku ustalenia, czy oskarżony, który według opinii biegłych psychiatrów jest niepoczytalny w rozumieniu art. 31 § 1 k.k. popełnił zarzucany mu czyn. Użyte sformułowania w art. 31 § 1 k.k. „w czasie czynu” oraz w art. 414 § 1 k.p.k. „w chwili czynu” wskazują jednoznacznie, iż musi zachodzić zbieżność w czasie dwóch zaszłości, a więc czynu oskarżonego oraz jego niepoczytalności”.
 
Tymczasem, zamiast sprawdzać, czy zeznania świadków-pokrzywdzonych o rzekomych groźbach są wiarygodne i jaka była szkodliwość domniemanych czynów, pospiesznie zarządzono badania psychiatryczne.
Jednostronicowa opinia psychiatrów zastąpiła postępowanie dowodowe - rozpoczęło się ono dopiero pod koniec lutego następnego roku, czyli 4 miesiące później i ograniczyło do dwóch rozpraw (następna była w połowie maja). „Pokrzywdzona” narzeczona zaprzeczyła iżby Cysewski jej groził. Czyli de facto, to opinia lekarzy była podstawą przetrzymywania Cysewskiego w areszcie aż do sierpnia 2007 roku. Zwolniono go zresztą tylko dlatego, że nie było wolnych miejsc w areszcie krakowskim, gdzie miała być przeprowadzona obserwacja sądowo-psychiatryczna. Sąd doszedł wniosku, że „podejrzany nie może być obciążany skutkami przedłużających się czynności w sprawie”. 
 
Wcześniej, w maju 2007 roku, konkurent Cysewskiego oświadczył Sądowi, że zawarł związek małżeński z byłą sympatią aresztowanego.  
 
Cysewski – wbrew prognozie psychiatrów – nigdy nie nastawał na „życie i zdrowie” „pokrzywdzonego”. Od prawie 10 lat nie ma z nim żadnego kontaktu. Mimo to, raz uruchomiona machina sądowo-psychiatryczna  kręci się do dzisiaj. Supozycja o konieczności detencji nie została do tej pory prawomocnie zanegowana. To jakiś absurd lub celowe działanie na szkodę konsekwentnego  krytyka polskiego wymiaru sprawiedliwości.
 
 
Korowód indolentnych opinii psychiatrycznych

Cysewski od początku w rzeczowy sposób podważał treść opinii sądowo-psychiatrycznej z października 2006 roku. Wkrótce zostały sporządzone 2 dodatkowe opinie. W lutym 2007 r. stwierdzono, że opiniowany nie wykazuje zaburzeń charakterystycznych dla procesu psychotycznego, a jego linia życiowa nie potwierdza zaburzeń schizotypowych. Lekarze zauważyli tylko nieufność ze strony badanego (czemu oczywiście trudno się dziwić), a niektóre wypowiedzi Cysewskiego, dotyczące rywalizacji o względy ukochanej lub na temat stanu wymiaru sprawiedliwości, oceniali - wyraźnie chcąc je zdeprecjonować - jako „dziwaczne”. Ci biegli sądowi – jak się zdaje – szukaliby choroby nawet u zakochanego nieszczęśliwie Mickiewicza czy innych poetów. Skonkludowali, że  nie są w stanie wykluczyć toczącego się procesu chorobowego, nie podali żadnej diagnozy i asekuracyjnie zawnioskowali o obserwację sądowo-psychiatryczną aresztanta. W późniejszej opinii z kwietnia 2007 r. inny duet lekarzy powtórzył wnioski o braku możliwości stwierdzenia w badaniu ambulatoryjnym, czy u badanego toczy się jakiś proces chorobowy i o konieczności 6-tygodniowej obserwacji stanu psychicznego w szpitalu.
 
No cóż, wyglądało to na poszukiwanie „choroby” u M. Cysewskiego „na siłę”, ale Sąd wątpliwości co do ustaleń biegłych nie miał i obserwację psychiatryczno-sądową zasądził.
 
Obserwacja w szpitalu w Lublińcu (styczeń/luty 2008) była medycznym i prawnym skandalem. Do czasu jej rozpoczęcia powstało 5 kolejnych opinii na podstawie badań jednorazowych. W jednej z nich (z 12.12.2007 r.) stwierdzono nie budzącą wątpliwości pełną poczytalność M. Cysewskiego, w trzech nie sformułowano żadnej diagnozy i wnioskowano o obserwację psychiatryczną w szpitalu, w dwóch „rozpoznano” istnienie dwóch różnych chorób psychicznych (sic!). Nie sposób nie zauważyć, że liczba badań psychiatrycznych, którym poddawano wówczas Cysewskiego, przerodziła się w swoistą nagonkę na niego, jako na działacza publicznego i coraz bardziej skutecznego demaskatora nadużyć w wymiarze sprawiedliwości.
 
Szpital w Lublińcu  z niezachwianą pewnością „rozpoznał” zespół paranoiczny, na który Cysewski ma rzekomo chorować już od 1994 r. Ukryto opinie z lat 1994-2007 świadczące o pełnej poczytalności obserwowanego. Nie podano przykładów urojeń (jak się wydaje biegli przede wszystkim „mieli na myśli” zastrzeżenia Cysewskiego dotyczące funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości), stwierdzono, że opiniowany wymaga intensywnego leczenia specjalistycznego, gdyż „stanowi zagrożenie dla osób z kręgu urojeniowego”  i niezwłocznie (bez postanowienia sądowego) przystąpiono do przymusowej terapii (trwała ona 10 dni, w jej w trakcie m.in. podawano neuroleptyk o przedłużonym działaniu). Powiadomiony o tym Sąd w Lublińcu nie zaakceptował  łamania procedur ustawy o ochronie zdrowia psychicznego i nakazał bezzwłocznie wypisać Cysewskiego ze szpitala.
 
Mimo rozbieżności wniosków innych diagnoz psychiatrycznych z opinią biegłych ze Szpitala w Lublińcu, Sąd w Tarnowskich Górach w czerwcu 2008 r. umorzył sprawę przeciwko Mariuszowi Cysewskiemu  w związku z art. 31 par 1. kk. Nie tylko uznał – na podstawie zeznań powiązanych ze sobą świadków i odrzucając wszystkie wnioski dowodowe podejrzanego - że M. Cysewski popełnił zarzucane mu czyny (oprócz grożenia byłej sympatii, co wykluczono, bo „pokrzywdzona” odwołała ten zarzut), ale też – na podstawie wyników obserwacji sądowo-psychiatrycznej w Lublińcu – stwierdził, że w momencie popełniania czynów Cysewski miał być całkowicie niepoczytalny. Zasądził też  przymusowe leczenie go w zakładzie psychiatrycznym, twierdząc - za biegłymi ze szpitala w Lublińcu - że Cysewski może „ponownie” popełnić „czyny o wysokiej szkodliwości” wobec „osób z kręgu urojeniowego”. Przypomnijmy, że chodziło o domniemane jednorazowe naruszenie nietykalności i domniemane groźby wobec jednej osoby. Sąd nie wziął pod uwagę, że konflikt sprzed dwóch lat pomiędzy dwoma mężczyznami o dziewczynę już wygasł i „pokrzywdzony” (obecnie mąż bogdanki) nigdy więcej organów ścigania o takich zdarzeniach, jak poprzednio, nie zawiadamiał. Podejrzany i pokrzywdzony od dwóch lat nie mieli ze sobą żadnego kontaktu (sic!). Tarnogórski Sąd nie uwzględnił też, że sąd w Lublińcu, który procedował w lutym, czy należy Cysewskiego leczyć przymusowo, żadnego zagrożenia ze strony Cysewskiego dla jakichkolwiek osób nie stwierdził i nakazał wypisanie go ze szpitala.
 
 
Operacja prokuratorska „przerażenie i szok”

Przez następnych 8 lat trwał i trwa nadal dziwny i niebezpieczny kontredans w wykonaniu prokuratora, psychiatrów i sędziów.
 
Sąd Okręgowy w Gliwicach utrzymał postanowienie sądu pierwszej instancji o detencji mimo  protestów opinii publicznej, twierdzącej, iż biegli ze szpitala w Lublińcu nie są obiektywni. W miesiąc później Komisja Psychiatryczna do spraw środków zabezpieczających przy Ministrze Zdrowia jako miejsce wykonywania detencji ustaliła właśnie wojewódzki szpital w Lublińcu, co musi budzić zdziwienie z uwagi na konflikt sądowy pomiędzy Cysewskim i szpitalem (Cysewski złożył zawiadomienie o przestępstwie bezprawnego pozbawienia go wolności w tej jednostce). Zanim Sąd w Tarnowskich Górach podjął procedowanie co do miejsca detencji, ujawnione zostały 2 nowe opinie sądowo-psychiatryczne, w których stanowczo stwierdzono, że Mariusz Cysewski jest w pełni poczytalny. W jednej z tych opinii dodatkowo stwierdzono, że zatrzymanie Cysewskiego w szpitalu w Lublińcu po zakończeniu obserwacji i stosowanie przymusowej farmakoterapii było niezasadne.
 
Mimo powyższych okoliczności Sąd w Tarnowskich Górach nie przeprowadził w sierpniu 2009 roku żadnych nowych czynności dowodowych, a jedynie wystąpił do Komisji Psychiatrycznej o wskazanie innej jednostki jako miejsca wykonywania detencji. Komisja wskazała szpital w Rybniku, ale (sic!) o wzmocnionym poziomie zabezpieczenia. No cóż, jak widać, autorytety psychiatryczne ustaliły, że skoro między różnymi zespołami psychiatrów są różnice opinii co do stanu zdrowia Cysewskiego, a ostatnio coraz większa ich liczba podnosi, że jest on zdrowy, to należy tym bardziej nie tylko go leczyć, ale jeszcze przetrzymywać z ciężko chorymi zabójcami i gwałcicielami. Może w końcu kłopotliwy i zdeterminowany krytykant wymiaru sprawiedliwości naprawdę zwariuje i „problem rozbieżności w opiniach” samoczynnie się rozwiąże?
 
W grudniu 2009 roku tarnogórski sąd wydał jednak postanowienie zmierzające do wyjaśnienia „antonimii” w diagnozach psychiatrycznych. Powołał do sporządzenia opinii tych biegłych, którzy ocenili, że Cysewski jest zdrowy. W lutym 2010 roku wpłynęło stanowisko  biegłych podtrzymujące ocenę o pełnej poczytalności Cysewskiego.
 
W czerwcu po raz pierwszy pojawiło się światełko w tunelu. Sąd na podstawie powyższej opinii uchylił środek zabezpieczający. Niestety, na postanowienie Sądu zażalił się prokurator, a Sąd Okręgowy w Gliwicach w grudniu uwzględnił zażalenie i nakazał sądowi pierwszej instancji, aby zobowiązał biegłych do odniesienia się  do diagnoz stawianych przez inne zespoły opiniujące. Biegli w opinii z października 2012 roku ponownie stwierdzili, że Cysewski był zdrowy zarówno w momencie „popełniania zarzucanych mu czynów”, jak i obecnie. Na tej podstawie w listopadzie 2012 roku Sąd ponownie uchylił postanowienie o detencji, uzasadniając, że jest ona możliwa tylko wówczas, gdy jest niezbędna, aby zapobiec „ponownemu popełnieniu czynu o znacznej społecznej szkodliwości”. Sąd podkreślił też, iż od czasu wydania postanowienia o detencji minęło już 4 lata i żaden taki czyn nie został przez M. Cysewskiego popełniony.
 
Niestety, prokurator znowu wniósł zażalenie. W marcu 2013 r. Sąd Okręgowy w Gliwicach uwzględnił je. Tym razem uznał, że Sąd I-szej instancji w ogóle nie może uchylać prawomocnego postanowienia o orzeczeniu detencji, bo mogłoby to nastąpić tylko w drodze nadzwyczajnych środków zaskarżenia (np. kasacji), a jest uprawniony wyłącznie do orzeczenia, czy detencja powinna być stosowana z uwagi na aktualny stan zdrowia podejrzanego w kontekście prawdopodobieństwa popełnienia przez niego czynu o wysokiej szkodliwości. W tym celu Sąd winien dopuścić dowód uzupełniający z opinii dwóch psychiatrów i psychologa.
 
Sąd w Tarnowskich Górach w lipcu 2013 roku nowych biegłych powołał. We wrześniu Cysewski odmówił dalszego udziału w tej „farsie”. Powołał się na prawa obywatela do poszanowania życia prywatnego, wyrok wydany przez Trybunał Konstytucyjny w sprawie SK 50/06 oraz orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, między innymi w sprawie Worwa przeciwko Polsce. Biegli – wobec niemożliwości przeprowadzenia osobistego badania podejrzanego – wystąpili o przeprowadzenie obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Sąd powołał następnych biegłych. Ci w opinii z czerwca 2014 roku stwierdzili, że nie są w stanie ocenić stanu zdrowia Cysewskiego na podstawie zawartości samych akt i też zawnioskowali o szpitalną obserwację psychiatryczną. W kilka miesięcy później kolejny zespół psychiatrów w innej sprawie (związanej z protestem dotyczącym pomnika żołnierzy radzieckich w Katowicach) stwierdził, że Cysewski jest zdrowy. Mimo to w grudniu wydano postanowienie o przeprowadzeniu 4-tygodniowej obserwacji sądowo-psychiatrycznej Cysewskiego w szpitalu w Rybniku. Sąd Okręgowy w maju 2015 roku to postanowienie uchylił, bo podczas jego wydawania nie był obecny ani podejrzany, ani jego obrońca. W sierpniu 2015 roku powołano nowych biegłych do wydania opinii o stanie zdrowia Cysewskiego. Cysewski stawił się, ale odmówił uczestnictwa w badaniu. W marcu 2016 sędzia referent (wiceprezes Sądu w Tarnowskich Górach) przeszła w stan spoczynku. Nowa referentka jest związana Postanowieniami Sądu Okręgowego w Gliwicach, które nakazują przeprowadzenie dowodu z opinii uzupełniających.
 
 
Jak długo jeszcze?

Trzeba zapytać, jak długo jeszcze sądy, prokuratura i biegli będą grali w tą dziwną grę? Kto podejmie kroki z urzędu, aby zaprzestać tej farsy i naruszania praw podsądnego do rzetelnego procesu?
 
Przecież „inkryminowane”, a wątpliwe zdarzenia, miały mieć miejsce prawie 10 lat temu. Kontynuacja ich ścigania wyraźnie wygląda na odgrywanie się na niewygodnym działaczu publicznym. 
 
W opisanej sprawie Cysewskiego nie ma żadnych czynów o wysokiej szkodliwości społecznej, ani wysokiego prawdopodobieństwa popełniania przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu. I nie ma potrzeby powoływania psychiatrów, aby to ocenili. Tu jest potrzebny zwyczajny zdrowy rozsądek i uczciwość – przede wszystkim sędziów. Potrzebna jest wola, aby naprawić powstałe „błędy”.
 
Wytrwałe dążenie wymiaru sprawiedliwości do leczenia „sprawcy” i to na oddziale psychiatrycznym o wzmocnionym zabezpieczeniu jest skandalem. Najwyższy czas to przerwać. W państwach Zachodu wątpliwości tłumaczy się na korzyść oskarżonego. Tam sprawa Cysewskiego nie mogłaby się nawet rozpocząć wobec tylu wątpliwości i sprzecznych, wzajemnie wykluczających się opinii. Gdyby jednak do niej doszło, to oskarżenie przepadłoby przed każdą ławą przysięgłych w USA lub Wlk. Brytanii. W Polsce pod rządami korporacji sędziów jest dzisiaj odwrotnie - wystarczy znaleźć tzw. haka, by postępowanie ciągnąć dziesięć lat, a końca nie widać. Kto za tym stoi? Cui bono?
 
Głównymi negatywnymi bohaterami tej historii – w ocenie Cysewskiego - są:  sędzia Teresa Żyłka – dawna prezes Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach, a zarazem przewodnicząca Wydziału Karnego, prokurator Janusz Sochacki, skompromitowany głośnymi aferami szef prokuratury w Piekarach Śląskich oraz psychiatra i biegły sądowy Ludwik Wódka – ordynator w szpitalu w Lublińcu, spiritus movens nielegalnego uwięzienia Cysewskiego i niezasadnej farmakoterapii.
 
 
Uwaga! Na zdjęciu wprowadzającym Mariusz Cysewski trzeci od lewej.
 
 
 
 
"Obywatelska" Gazeta Kornela Morawieckiego, Nr 115, 27.05.-9.06.2016
 
 

KOMENTARZE

  • To jest tekst przede wszystkim dla tych osób,
    które sądzą, że psychuszki są tylko w Rosji.
  • Bardzo dobry tekst Krysiu
    Pozdrawiamy.
  • @Rebeliantka 22:56:51
    Pomijając ustawki, by kogoś wykończyć (celowo), by przejąć kogoś firmę , majątek, pieniądze, tym samym zlikwidować ewent. konkurencję na lokalnym rynku w jakiejkolwiek dziedzinie handlu, usług etc. pojawia się też element nepotyzmu, lokalnej sitwy złożonej z biznesu, lokalnej władzy, lokalnego wymiaru sprawiedliwości, organów ścigania. Takie same operacje były robione, by zamknąć usta tym, którzy naprawdę byli uczciwi i komuś tam nadepnęli na przysłowiowy odcisk. Proszę tylko popatrzeć na patologiczny nepotyzm wszędzie, od NFZ przez SG, Policję, prokuraturę, sądy, urzędy skarbowe, urzędy powiatowe a kończąc na dzieciakach esbeków pracujących w ABW. Przykładów można podawać wiele, np. oficer CBŚ, który coś wykrył poważnego o jednym z komendantów wojewódzkich, nie zniszczyli go do końca "koledzy z Policji" dlatego, bo był prawnikiem, to Go uratowało, bo był bystry, oczywiście do swojej poprzedniej funkcji nie wrócił, przeniesiono Go gdzieś na prowincję, by łapał złodziejaszków kompotów. Tak traktowano uczciwych ludzi. A to tylko jeden przykład.
  • Zespół kolesi !
    Zespół Kolesi którzy bronią status quo poprzedniej władzy .
    Rzeczywiście wymiar sprawiedliwości stoczył się w III RP na samo dno.
    Zawiadomienie Prokuratora Generalnego o uzasadnionym popełnieniu przestępstwa przez sędziego Daniela Strzeleckiego na szkodę Bogusława Biedrzyńskiego – czyn z art. 231 § 1 k.k.
    http://barwybezprawia.pl/2015/12/15/zawiadomienie-prokuratora-generalnego-o-uzasadnionym-popelnieniu-przestepstwa-przez-sedziego-daniela-strzeleckiego-na-szkode-boguslawa-biedrzynskiego-czyn-z-art-231-%c2%a7-1-k-k/
    Art. 231. § 1.
    Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
    https://www.facebook.com/Poszkodowani-przez-wymiar-niesprawiedliwości-624680607593846/?ref=aymt_homepage_panel
  • Bedzie to trwało tak długo jak długo ludzie będa na to sobie pozwalać.
    Tzw władza postępuje z własnego punktu widzenia prawidłowo. Kalkuluje sobie, skoro się nie buntują i nie zadają nam strat to można robić tyle na ile sobie pozwolą i na tle, na ile można akceptować straty związane z ich sprzeciwem. Czysta kalkulacja.

    Faktycznie państwo okupujące Polskę zostało sprowadzone do szmaty i faktycznie stało się naszym katem.
  • @Rebeliantka teraz o Policji czy raczej zomomilicji?
    Tak mataczy i zastrasza policja! Biuro Spraw Wewnętrznych Policji dokonuje zatrzymań i przeszukuje mieszkania osób, które krytykują policję po śmierci 25-latka z Wrocławia.

    Na jednym z portali 20-latek napisał niepochlebny dla policji komentarz pod informacją o śmierci Igora S. Po dwóch godzinach w jego domu doszło do przeszukania, a on został zatrzymany i usłyszał zarzut podżegania do przestępstwa. Tą śmiercią od kilku dni żyje cała Polska. Jedni mówią, że to dziwna śmierć. Inni, że policja działała słusznie, że nie można pobłażać nikomu. Chodzi o Igora S. z Wrocławia, który w kilka godzin po zatrzymaniu na wrocławskim rynku, zmarł na komisariacie policji. Posterunek policji na ul. Trzemeskiej ma we Wrocławiu złą sławę. Mamy bardzo wiele skarg na działania funkcjonariuszy z tego komisariatu – informuje nas funkcjonariusz Wojewódzkiej Komendy Policji. Ile? Rzecznik policji nie chce powiedzieć. Pod ten komisariat, gdzie w ostatnich dniach odbywały się także manifestacje w sprawie śmierci 25-latka, podlega wrocławski Rynek i sąsiednie ulice. To jest centrum miasta, w weekendy jest tutaj więcej różnego rodzaju zatrzymań i przestępstw niż w innych regionach miasta.

    Wyrok bez sądu

    W sprawie śmierci Igora S. bulwersowało zachowanie policji, a konkretnie, tłumaczenie całej sprawy. Od samego początku było jasne, że policja ukierunkowuje całą sprawę tak, by podkreślić winę 25-latka. Z jednej strony, policja nie chciała podać konkretów, ale z drugiej, chętnie sączyła hasło: zatrzymany – znaczy winny. Rzecznik policji Paweł Petrykowski mówił o zachowaniu Igora S. podczas zatrzymania. Na konferencji prasowej podkreślano, że znaleziono przy Igorze S. biały proszek. To od razu sugeruje, że zmarły mógł być pod wpływem narkotyków.
    We Wrocławiu doszło też do starć ulicznych policji z manifestującymi. Oczywiście można krytycznie oceniać osoby łamiące prawo podczas tych manifestacji. Ale, rzecz jasna, nie wszystkich protestujących. Doszło do zatrzymań, a blisko 50 osobom wrocławskie prokuratury postawiły zarzuty za nielegalne zgromadzenie i udział w bójce. Były też zarzuty za czynną napaść na funkcjonariusza policji. Miasto przez kilka dni wrzało. Pojawiają się głosy, że policja powinna zamilknąć w tej sprawie, aby nie podburzać ludzi. Wypowiedzi rzecznika policji mogą tylko wzbudzać niezadowolenie i oburzenie, zwłaszcza gdy są kierowane pod adresem nieżyjącego Igora S. Sytuacja dla samej policji zrobiła się nieciekawa, w momencie gdy do lokalnych mediów trafiło nagranie z zatrzymania Igora S., a także zdjęcia ze stołu sekcyjnego, na których widać jego zmasakrowaną twarz. Mimo że wcześniej policja twierdziła, że było to dość niebezpieczne dla niej zatrzymanie, to już na ujawnionym nagraniu tej dramaturgii sytuacji nie widać. Jednocześnie rzecznik policji twierdzi, że funkcjonariusze mają świadków na to, że Igor S. brał udział w bójce przed zatrzymaniem. W ten sposób sugeruje, że być może dlatego Igor S. miał obitą twarz, liczne zadrapania i złamany nos. Zdumiewa nas fakt, że media, relacjonujące sprawę, nie dopytywały o nagrania, gdyż cały wrocławski Rynek i okolice są monitorowane. Rzecznik policji już zresztą na ten temat się nie wypowiada. Ale niektóre media bezmyślnie powielają wersję policji, że Igor S. mógł brać udział w bójce, i stąd takie uszkodzenia twarzy. Po kilku dniach na portalach społecznościowych pojawiło się zdjęcie z zatrzymania Igora S., na którym widać wyraźnie, że chłopak nie jest poobijany. Można na nich zobaczyć normalna twarz 25-latka. W internecie zawrzało. Ojciec zmarłego apeluje o pomoc ludzi, którzy cokolwiek wiedzą na temat tego zdarzenia. Internauci tworzą na Facebooku fora dyskusyjne dotyczące tej sprawy, starają się dotrzeć do ewentualnych świadków całego zajścia. Dostrzegają, jak mataczy policja.

    Akcja przykrywkowa

    W tym samym czasie w jednym z wrocławskich autobusów wybucha bomba własnej roboty. Znowu cała Polska patrzy na Wrocław. I w lokalnych mediach znowu podkręcana jest atmosfera, jakoby za tą bombą miały stać osoby, które mszczą się za śmierć 25-latka. Odwracanie uwagi od nieprawidłowych działań policji idzie na całego. Nie ulega wątpliwości, że przy całej sprawie związanej ze śmiercią Igora S. policja ma coś na sumieniu. Choćby sprzeczne ze sobą tłumaczenia. Wrocławski prokurator regionalny bardzo szybko podjął decyzję o przeniesieniu śledztwa w sprawie Igora S. do Legnicy. Komenda Wojewódzka wszczęła postępowanie dyscyplinarne wobec funkcjonariusza, dokonującego czynności, podczas których doszło do śmierci chłopaka. Kilku funkcjonariuszy, jak udaje nam się ustalić, zostało zawieszonych i przebywa na zwolnieniach lekarskich. Wydaje się, że organy, mające wyjaśnić tę śmierć, robią to profesjonalnie. Przekazały prowadzenie śledztwa organom z innego regionu, by uniknąć wszelkich podejrzeń. Ale czy na pewno?

    W co gra policja?

    Zgłosili się do nas rodzice kilku osób. Biuro Spraw Wewnętrznych (BSW) policji, które prowadzi działania związane z przestępstwami wśród policjantów, ma także za zadanie zwalczać ewentualne zagrożenia dla samych funkcjonariuszy. Teraz zatrzymuje osoby, które nawet nie były na manifestacji pod posterunkiem policji. Jeden z 20-latków, pochodzący z dobrego domu, spokojny, niemający nigdy wcześniej do czynienia z organami ścigania, po jednym komentarzu umieszczonym w sieci zostaje zatrzymany, a dom jego rodziców przeszukany. Chodzi o użycie słów „butelki z benzyną”. Oburzony chłopak, pod jednym z linków na temat śmierci Igora S. napisał, co można by policji zrobić za tę śmierć. Po dwóch godzinach mieliśmy w domu ogromne zmieszanie – mówi nam matka zatrzymanego. Wydział kryminalny przeszukał dom. Działania prowadzi wrocławska prokuratura Krzyki-Zachód, jej szef nie znalazł czasu, aby z nami porozmawiać o tej sprawie. Matka zatrzymanego chłopaka podczas całego przeszukania upierała się, że nie puści syna, bo boi się o jego zdrowie w związku z tym, co spotkało Igora S. Funkcjonariusze z wydziału kryminalnego zapewniali ją, że synowi nic nie grozi. Rzeczywistość była niestety troszkę inna. Chłopak już w samochodzie został uderzony w twarz, a na komisariacie był popychany. Usłyszał absurdalne zarzuty o podżeganie do przestępstwa przeciwko funkcjonariuszom policji. Matka chłopaka i ich prawnik po kilkunastu godzinach wyciągnęli przestraszonego chłopaka z aresztu za poręczeniem majątkowym. Zarekwirowany na potrzeby śledztwa został także sprzęt komputerowy chłopaka. Fakt użycia przez policjantów przemocy wobec 20-latka potwierdził nam jeden z naszych informatorów. Inny rozmówca, naczelnik jednego z wydziałów, także twierdzi, że Biuro Spraw Wewnętrznych policji zleca od kilku dni zatrzymania i przeszukania w związku z komentarzami na internetowych forach. Pytamy, czy to aby nie jest działanie prewencyjne, by zastraszyć krytyków? W odpowiedzi słyszymy, że właśnie po to jest Biuro Spraw Wewnętrznych policji. Jakkolwiek to źle nie zabrzmi, ale tak właśnie jest – mówi nasz rozmówca. Inny rozmówca twierdzi, że BSW ma obowiązek takie działania podejmować i prowadzić, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo funkcjonariuszy policji, ale powinno też dostrzegać, czy ma do czynienia z realnym zagrożeniem. Pomiatanie zatrzymanymi za nieprzemyślane wpisy internetowe bynajmniej nie poprawia wizerunku policji. Czy w takich działaniach Biura Spaw Wewnętrznych może być drugie dno? Udaje nam się ustalić, że minister MSW Mariusz Błaszczak wie o całej sprawie, ale jego wiedza dotyczy zatrzymań osób, które manifestowały pod posterunkiem policji. Minister był nawet zmuszony zabrać głos w tej sprawie. Nie ma natomiast żadnych informacji na temat innych zatrzymań i przeszukań w mieszkaniach osób, które mogły przekroczyć granicę dozwolonej krytyki w sieci. BSW od dawna jest na cenzurowanym, często zarzuca mu się, że prowadzi nieczyste działania, które mają wpływ na politykę kadrową w samej policji. Jeśli tutaj biuro prowadzi jakąś grę, mającą ostatecznie uderzyć w wizerunek choćby ministra Błaszczaka, to sytuacja nie dość, że jest dziwna, to w kontekście tego typu zatrzymań, można śmiało rzec – patologiczna. Tym bardziej, że interesujący może być sam motyw przeprowadzania tego typu akcji, w których z powodu komentarza wycina się ewentualną krytykę w pień.
    Tekst ukazał się w tygodniku Warszawska Gazeta.
    Paweł Miter
    Dziennikarz śledczy Gazety Finansowej, publicysta Warszawskiej Gazety
  • @Rebeliantka 22:56:51
    Max Kolonko WSPÓŁCZEŚNI POLSCY ZDRAJCY https://youtu.be/xQyMrHyE9hk
  • Artykuł z lekka dołujący, ale
    Miejmy nadzieję że przyjdzie czas wystawiania rachunków.
    Oczywiście *5.
  • @kula Lis 66 14:08:49
    Dzięki, Wieśku za cenne uzupełnienia, dotyczące status quo.
  • @schpiza 16:33:30
    Niestety, to właściwa konkluzja. Tak jest zbyt często. Niestety.
  • @Andron 16:54:41
    Prawda. Smutna prawda.
  • @Roman Klimczyk 20:46:15
    Oby jak najszybciej.

    Dziękuję za ocenę.
  • @Rebeliantka 22:05:30 tu coś z Opola, ciekawy wpis..Pzdr!
    Opole: Policjanci mordercy z komendy miejskiej? Środa, 15 lutego 2012 W dniu 14 luty 2012 roku w godzinach wieczornych, dwóch policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Opolu w towarzystwie Hanny i Zdzisława Zgryźniak (ksywa Władysław) brutalnie wtargnęło do mieszkania pana Lecha Bem przy ulicy Puławskiej w Opolu. Policjanci, Zdzisław Władysław Zgryźniak oraz Hanna Zgryźniak, dotkliwie pobili pana Lecha Bem, między innymi łamiąc żebra oraz ręce. Nieprzytomnego zostawili na miejscu pobicia i uciekli z miejsca zdarzenia. Policjanci z KMP w Opolu to znajomki opolskiego pedofila współżyjącego kazirodzko ze swoimi córkami i małoletnimi wnuczkami. Matka dwóch córek w wieku gimnazjalnym nie tylko zmusza je do współżycia seksualnego z dziadkiem Zdzisławem o co toczą się rozprawy sądowe w Opolu ale też wystawia własne córeczki jako Galerianki w celach zarobkowych. Policjanci i rodzinny gang pedofilski Zgryźniaków dokonali usiłowania zabójstwa i brutalnego pobicia Lecha Bem z pomocą znajomych policjantów. Niedobili chłopa, który ujawnił pedofilski gang rodzinny bo wyglądał, że jest już martwy. Teraz Lecha Bem czeka długi pobyt w szpitalu i rekonwalescencja. Czy Komendant Policji w Opolu zostanie zdymisjonowany za zezwalanie swoim podwładnym na dokonanie zabójstwa Lecha Bem na zlecenie opłacane przez pedofilską mafię Władysława Zdzisława Zgryźniaka (byłego lekarza pedofila pediatrę) mającego pedofilski burdel przy Placu Teatralnym 10 w Opolu? A może zwyciężą łapówki dawane przez pedofilski gang i policyjni zabójcy pozostaną bezkarni razem z ich zboczonymi seksualnie przełożonymi, którzy widać lubią bzykać opolskie galerianki za kasę. Oto (O)Polska policja katolicka, papieska w XXI wieku i pokolenie policjantów imienia Jana Pawła II na całym świecie sekowanego za krycie pedofilskich zboczeńców seksulnych! Żądamy aresztowania pedofilskich policjantów oraz gangu Zgryźniaków za usiłowanie zabójstwa Lecha Bem! Wkrótce więcej nowych wiadomości z Opola! http://www.ryszard-matuszewski.com/pl/opole_policjanci_z_komendy_miejskiej,703,,list.html
  • @kula Lis 66 10:03:54
    Może w końcu trzeba zacząć publikować w necie (serwer poza PL!) dane personalne i adresy takich "funkcjonariuszy" (POlicjantów, prokuratorów, sędziów)? W końcu są funkcjonariuszami PUBLICZNYMI więc nie mogą się ukrywać!

    Nie mówię, żeby od razu wzorem Dzikiego Zachodu sznur i na drzewo (choć i tak się może skończyć, jak kogoś pobiją / zabiją a będzie miał nerwową rodzinę...), ale jak choćby rodzice dzieci z którymi dzieci tych "praworządnych inaczej" się uczą, uświadomią swoje pociechy, to tamte będą wytykane palcami...

    "Straszna Milicja" to były "baranki" w porównaniu do dzisiejszych POlicjantów... Jednak wtedy czułem się bezpieczniej, choć i pałą dostałem :)
  • @laurentp 15:44:39
    aferyprawa.eu. Polecam tam wszystko z danymi, nazwiskami publikowane. Co do wpisu mamy to samo zdanie, też nie raz dostałem, oraz bezkarnie spitemu milicjantowi przy okazji oddałem! A jednego to jak w kiblu pijany leżał to obszczywaliśmy po kolei, lejąc mu prosto na pysk. W 1982 w Szczecinie spiliśmy 3 zomowców na pchaczu, wypuściliśmy w samych majtkach, styczeń! Mundury, kałachy zawinięte w ich mundury wrzuciliśmy do odry przy Moście Długim. Na drugi dzień łazili z szefostwem wzdłuż bulwaru lecz nie zapamiętali gdzie i u kogo byli. Myśmy widząc tych łazęgów odpłynęli w inne miejsce. Nie wiem co ich spotkało, pewnie nic wesołego dla nich. Dziś byłoby szkoda pozbyć się 3 kałachów z 3 magazynkami jeden. Pzdr!
  • @laurentp
    Policja niestety jest w części tak samo zepsuta i zgniła jak cały tzw „wymiar sprawiedliwości” w tym kraju. Kadry w sporej części mające za sobą „światłe” doświadczenia z czasów komuny lub wytrenowane przez ludzi którzy taki trening za komuny wzieli. Ostatecznie wszystko zależy od konkretnego człowieka-policjanta, ale to nawet nie jest polski wynalezek że w grupie „upadłych psów” ten uczciwy też zostanie zagryziony jeśli nie będzie szczekał jak reszta sfory. Wrocław i okolice ma już od dłuższego czasu złą sławę, więc coś tam musi być na rzeczy – wliczając w to dziwne wypadki i śmierci ludzi którzy oskrażali policję o brutalność i w dziwnych wypadkach zginęli przy okazji wychodzi na jaw a zupełnie nie są badane takie kwestie jak to że przez kilka godzin nie sposób powiedzieć gdzie przed wypadkiem się znajdowali. W innych rejonach kraju do takich ekscesów nie dochodzi, a tutaj jak widać mamy typowo UBwskie zastraszanie i szykowanie świadków zgodnie z tzw „prawem”, Jakim prawem ? A prawem zbója i przestępcy ja mam broń, ty nie to siedź cicho. Tak to wygląda. "Lis zmienia swoje futro, ale nigdy ścieżek po których chadza"…. powiedzonko to świetnie pasuje do instytucji zwanej eufemistycznie policja! Zmieniono bowiem napisy na tablicach komisariatów i drzwiach radiowozów z "MO" na słowo "Policja", ale duch milicyjny pozostał wiecznie żywy! Błąd bowiem tkwi u samego zarania tworzenia tej formacji a należało tylko powielić taktykę komuchów zastosowaną po II WS, którzy pozostawili tylko ekspertów i techników kryminalistyki z dawnej przedwojennej policji a resztę tworzyli od podstaw! Nawiasem , kiedy już tylko przejęli wiedzę od przedwojennych fachowców kryminalistyki to ich od razu posłali na zieloną trawkę! Współczesna Policja jest więc godnym następcą MO ze wszystkimi jej patologiami, którą najważniejszą jest poczucie niczym nieograniczonej WŁADZY!I tak za PO gość w cywilu nie uznając nawet za stosowne wylegitymowanie się, głosem nie znoszącym sprzeciwu nakazuje grupie obywateli wypełnianie jego rozkazów….Gdzież ta piękna maniera z amerykańskich filmów, kiedy cywilni policjanci przed wkroczeniem do akcji zawieszają sobie na szyi odznaki policyjne a już przy zatrzymaniu funkcjonariusze cytują owe nieśmiertelne: " ma pan prawo do milczenia a wszystko co pan powie może być ….itd, itp" Dla "polskiej" policji są to Himalaje profesjonalizmu! Już wielokrotnie dochodziliśmy do konkluzji, że w policji jest nadreprezentacja UPAinców, wiec pierwszym krokiem do poprawienia sytuacji w policji powinno być przeniesienie szkół policyjnych w centralne rejony Polski! Dotychczasowe szkoły policyjne są położone w rejonach zamieszkałych przez ludność UPAińską wysiedloną z Bieszczad w ramach Operacji „Wisła”. Jednakże środkiem przynajmniej połowicznym byłoby przywrócenie struktur dowódczych policji sprzed 2012 r., bowiem właśnie w tym roku Tusk dokonał prawdziwej czystki wśród komendantów wojewódzkich i powiatowych, wprowadzając na ich miejsce ludzi, którzy dzisiaj chętnie przeszliby się w jednym z pochodów KOD-u! Przykład niedawnej "interwencji " ZOMO w Gdańsku jest tego dowodem! W związku z tą nadreprezentacją tzw. ukraińców ( z małej litery, bo nie ma państwa Ukraina i nie ma takiego narodu ), że przeniesienie śledztwa do Legnicy to jak dostanie się z deszczu pod rynnę …
  • @Rebeliantka 22:05:30
    Podaję pod rozwagę. Stan etatowy Policji Państwowej według preliminarza budżetowego na rok 1920 wynosił 29511 policjantów w tym 723 oficerów. W 1937 roku przewidziano etaty dla 28 716 policjantów zaś stan etatowy Policji Państwowej w roku 1938 liczył 29 936 szeregowych i 850 oficerów … i był porządek. Dzisiaj jest to około 118 000 etatów (cztery razy więcej) i jest tak jak widać. Patrz sprawa Olewnika i jej podobne, choć może mniej drastyczne gdzie to policja jest tym zbrojnym ramieniem prokuratury. Dodam, że w 1938 nie było indywidualnych środków łączności, samochodów, komputerów i temu podobnych bardzo pomocnych i użytecznych policji akcesoriów a terytorium RP było około o 25% większe. Liczbie ludności w tym czasie jest podobna a więc wniosek taki, że dzisiaj powinno wystarczyć 15 000 – 20 000 etatów. Co zatem robi te dodatkowe 90 000 policjantów? Niektórzy odczuli to na własnej skórze. Druga zasadnicza różnica to taka, że przed 1939r. każdy z funkcjonariuszy rozpoczynający służbę składał następującą przysięgę: „Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu na powierzonym mi stanowisku pożytek Państwa Polskiego oraz dobro publiczne mieć zawsze przed oczyma; Władzy zwierzchniej Państwa Polskiego wierności dochować; wszystkich obywateli kraju w równym mając zachowaniu, przepisów prawa strzec pilnie, obowiązki swoje spełniać gorliwie i sumiennie, rozkazy przełożonych wykonywać dokładnie, tajemnicy urzędowej dochować. Tak mi Panie Boże dopomóż” … i może w tym cała tajemnica tej różnicy i odpowiedź czemu tak jest.
  • @Rebeliantka 22:05:30
    Dowiedziałem się u znajomego prawnika, że sędziowie masowo u notariuszy dokonują rozdzielności majątku żeby ukryć to co maja przed wejściem w życie konieczności ujawniania oświadczeń majątkowych. Widać strach przed rozliczeniem, czyli ustawą Ziobry o konfiskacie nielegalnie zdobytych majątków. Przepisy mówią także o nieudokumentowanych przychodach czyli wszystkich wziątkach.
  • @kula Lis 66 09:04:17
    O, to ciekawe. Nie jest nieprawdopodobne ;)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY

więcej