Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
270 postów 9911 komentarzy

Bona diagnosis, bona curatio. Bez Boga ani do proga.

Rebeliantka - Zna się na zarządzaniu. Konserwatystka. W wieku średnim, ale bez oznak kryzysu. Nie znosi polityków mamiących ludzi obietnicami bez pokrycia (fumum vendere – dosł.: sprzedających dym). Współzałożycielka Konfederacji Rzeczpospolitej Blogerów

Z kancelisty na inspektora - o fikcji konkursów na urzędnika

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nabory na urzędników mają w Polsce złą prasę. Są powszechnie postrzegane jako „ustawione”. Potwierdzają to naukowcy i instytucje kontrolne. Pojawia się zatem wątpliwość – czy doskonalić procedury naboru czy odstąpić od denerwującej fikcji?

Zatrudnianie urzędników samorządowych reguluje ustawa z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych. W art. 11.1 stanowi, iż: „Nabór kandydatów na wolne stanowiska urzędnicze, w tym na kierownicze stanowiska urzędnicze, jest otwarty i konkurencyjny”. W art. 13. ustawy ujęte są kwestie ogłoszeń o wolnych stanowiskach, w kolejnych artykułach – protokołowanie naboru kandydatów oraz informowanie o jego wynikach.
 
 
NIK o nierównym traktowaniu
 
 Jak wynika z kontroli NIK,  nabory - mimo dość szczegółowych regulacji prawnych - są często prowadzone bez zachowania zasady równości szans i nie gwarantują wyboru najlepszych kandydatów. W raporcie z 2010 roku NIK stwierdził, że nierzadko (ok. 30% zbadanych urzędów) stwarzane są tylko pozory otwartego i konkurencyjnego naboru, gdy w rzeczywistości ma miejsce sterowanie przebiegiem konkursów, by zwiększyć szanse konkretnych kandydatów. Odbywa się to poprzez ustalanie kryteriów nieadekwatnych do zadań realizowanych na obsadzanych stanowiskach, za to odpowiadających kwalifikacjom preferowanych osób, wybiórcze stosowanie przyjętych zasad oraz nierówne traktowanie kandydatów.
 
Po 4 latach sytuacja prawie nie uległa zmianie. W raporcie z 19.02.2014 r. stwierdzono m.in., że:
·       w 25,9 proc. skontrolowanych jednostek miało miejsce nierówne traktowanie kandydatów i formułowanie kryteriów naboru niejednoznacznych lub nieadekwatnych,
·       w 14,8 proc. jednostek zatrudniono osoby niespełniające wymogów określonych przepisami prawa lub sformułowanych w ogłoszeniach o naborze,
·       w 22,9 proc. jednostek nierzetelnie weryfikowano kandydatów do pracy.
 
Czy obecnie jest lepiej? Prześledźmy konkretny przypadek.
 
 
Nabór urzędniczki do Wydziału Ochrony Środowiska
 
Czechowice-Dziedzice, to ok. 40-tysięczy ośrodek przemysłowy w południowej Polsce. Znany z kopalni węgla kamiennego „Silesia”, walcowni metali, fabryki zapałek, ale też i pobliskiej zapory na Wiśle, tworzącej Zbiornik Goczałkowicki i zlokalizowanego nad nim uzdrowiska. Patronem miasta jest Św. Andrzej Bobola, patronujący nadto jezuickiej parafii i domowi rekolekcyjnemu, działającemu tutaj już ponad 100 lat. Miasto było zawsze silnym ośrodkiem polskiej myśli narodowej na skalę całego Śląska Cieszyńskiego Stąd wywodził się słynny żołnierz NSZ Henryk Flame, zwany później Królem Podbeskidzia.Z Czechowic-Dziedzic pochodzi obecny prezes IPN prof. Jarosław Szarek, a z okolic - kardynał Kazimierz Nycz. 
 
Burmistrzem Miasta jest od trzech kadencji Marian Błachut. Ogłosił on w czerwcu br. nabór na stanowisko inspektora w Wydziale Ochrony Środowiska i Rolnictwa. Inspektor ma realizować różnorodne zadania, m.in. takie jak: kontrola nieruchomości w zakresie przepisów przestrzegania ochrony środowiska, wydawanie decyzji o konieczności podłączeń do kanalizacji miejskiej, wydawanie decyzji nakazujących osobom fizycznym wykonanie czynności zmierzających do ograniczenia negatywnego oddziaływania na środowisko, udzielanie dotacji na dofinansowywanie zadań związanych z ochroną środowiska, koordynacja działań związanych z realizacją Programu Ograniczania Niskiej Emisji.
Do naboru zgłosiła się absolwentka biologii na UJ i dwóch studiów podyplomowych na Wydziale  Inżynierii Środowiska Politechniki Krakowskiej (z zakresu zaopatrzenia w wodę, usuwania i unieszkodliwiania ścieków oraz gospodarki odpadami). Legitymowała się też  ukończeniem szkoleń z oceny oddziaływania na środowisko w procesie inwestycyjnym z uwzględnieniem najnowszych przepisów i adaptacji do zmian klimatu, z technologii oczyszczania wody i ścieków, a także z zakresu zagadnień prawnych, wiążących się z ochroną środowiska.
Kandydatka od dziesięciu lat pracuje w dużej firmie prywatnej jako specjalista ds. projektów środowiskowych. Sporządza raporty z monitoringu środowiska gruntowo-wodnego, opracowuje operaty wodno-prawne, wnioski o wydanie zezwoleń na zbieranie odpadów i ich przetwarzanie, opracowuje raporty z zakresu oceny oddziaływania na środowisko, opracowuje instrukcje prowadzenia składowisk odpadów, etc.
Jakież było jej zdumienie, gdy otrzymała pismo z Urzędu Miasta, że nie posiada wykształcenia niezbędnego do zajęcia stanowiska.
 
O co tutaj chodzi?
Poczuła się urażona odpowiedzią, ale machnęła na nią ręką, kwitując sprawę krótko: „Wiadomo, że miejsca pracy w urzędach od zawsze były tylko dla osób z polecenia”.
O sprawie opowiedziała mi rodzina pechowej aplikantki. Zwróciłam się do Urzędu Miasta o wyjaśnienia.
Sekretarz Miasta, pan Marek Gazda odpowiedział mi, że zdaniem komisji rekrutacyjnej aplikująca nie posiada stosownego wykształcenia, gdyż w ogłoszeniu o stanowisku sprecyzowano, że kandydat musi posiadać wykształcenie o profilu: ochrona środowiska lub administracja, a studia podyplomowe zgodnie z wyrokiem NSA sygn. II GSK 483/12„stanowią inną, niż studia wyższe, i studia doktoranckie, formę kształcenia, przeznaczoną dla osób legitymujących się dyplomem ukończenia studiów wyższych”.
No cóż, odpowiedź jest klasycznym dowodem pustosłowia, nietrafnego wykorzystywania orzecznictwa sądów najwyższych i manipulowania naborem przy wykorzystaniu nieadekwatnych kryteriów, za pomocą których można odrzucać niechcianych kandydatów.
Aplikująca niewątpliwie ma kompetencje do realizacji zadań na stanowisku, którego dotyczyło ogłoszenie. Wynika to zarówno z faktu, że ukończyła nauki biologiczne na prestiżowej uczelni i uzupełniła wykształcenie o profilu ogólnoakademickim przez dodatkowe studia podyplomowe i szkolenia o profilu praktycznym w dyscyplinie ochrona środowiska. Wykazuje się również bogatym doświadczeniem zawodowym w tym zakresie (także z zagadnień prawnych w tym obszarze), przy czym jest ono w najwyższym stopniu spójne z zadaniami, które miał wykonywać inspektor na wolnym stanowisku.
Organizujący nabór w ogłoszeniu posłużyli się błędnymi terminami dotyczącymi pożądanego wykształcenia i mylnie interpretują wiedzę pozyskiwaną przez absolwentów różnego rodzaju studiów. Przede wszystkim, w świetle przepisów prawa nie ma takich profili wykształcenia jak: ochrona środowiska lub administracja. Istnieje profil kształcenia ogólnoakademicki lub praktyczny (por. art. 2.1.18e  Ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym). Wiedzę na temat dyscypliny ochrona środowiska można pozyskać na wydziałach kształcących w dziedzinie nauk biologicznych lub rolniczych, a na pewno nie na administracji, która należy do dziedziny nauk prawnych (por. Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 8 sierpnia 2011 r. w sprawie obszarów wiedzy, dziedzin nauki i sztuki oraz dyscyplin naukowych i artystycznych).
Nie wiadomo, czy urząd bardziej potrzebuje specjalisty od ochrony środowiska, czy prawnika, ale aplikantka posiadała wszystkie niezbędne kwalifikacje, a odpowiedź urzędu o „niespełnieniu wymagań” w żaden sposób nie precyzowała rzekomych „braków” kandydatki.
 
Kto wygrał?
Nabór wygrała pracownica urzędu zatrudniona do tej pory na stanowisku kancelistki w Wydziale Ochrony Środowiska i zajmująca się weryfikacją wniosków o udzielanie dotacji na dofinansowanie kosztów budowy przyłączy kanalizacyjnych.
Jest ona absolwentką administracji i prawdopodobnie ukończyła tylko licencjat. Jej szefowa (jednocześnie członkini komisji rekrutacyjnej) nie potrafiła mi powiedzieć, jaką szkołę wyższą ukończyła kandydatka. W urzędzie trwa sprawdzanie, czy udzielenie tej informacji będzie zgodne z ustawą o dostępie do informacji publicznej.
Abstrahując od powyższych okoliczności, trzeba zauważyć, że zwyciężczyni awansowała w ten sposób o kilka szczebli w strukturze urzędu. Potem może chyba zostać już tylko naczelnikiem wydziału. Imponujący rozwój kariery.
Do konkursu zgłosiło się sześcioro kandydatów, spośród których do rozmów z komisją rekrutacyjną dopuszczono dwie osoby. Protokół z przeprowadzonego naboru jest niezwykle lakoniczny i w żaden sposób nie wynika z niego jakie konkretne przewagi posiada wybrana urzędniczka nad pozostałymi kandydatami.
---------------------------
Może zatem należałoby zrezygnować z wszelkich fikcyjnych naborów i ustalić, żeby  burmistrzowie zatrudniali kogo chcą, na własne ryzyko i odpowiedzialność, bez gry pozorów i zawracania głowy kandydatom, których jedyną rolą jest „robienie tłumu”?
 
 
 
Obywatelska, Nr 144, 6-19.07.2017, str. 21
 
 
 
Na zdjęciu wprowadzającym: widok z okien Urzędu Miasta na Plac Św. Jana Pawła II i kościół pod wezwaniem NMP Królowej Polski
 

KOMENTARZE

  • NIK ma rację
    Powyższy przypadek to potwierdza.

    Muszę jednak zauważyć, że większość urzędników miejskich w Czechowicach-Dziedzicach, z którymi miałam do czynienia, była rzeczowa i miła w kontakcie, więc nabór ze złamaniem reguł ustawowych nie musi doprowadzać do jakiejś degrengolady. Jest jednak na pewno nieuczciwy wobec kandydatów "spoza układu" i uniemożliwia wybor najlepszych.

    Warto o tym pamiętać w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych.
  • @Rebeliantka 08:58:34
    Moj ty Boze!
    Przeciez wiekszosc wyzszych stanowisk jest obsadzana nie na zasadzie kompetencji lecz koneksji!
    Taki przyklad : komisarz od ekonomii w Radzie UE, niejaki Pierre Moscovici jest z wyksztalcenia prawikiem, z pochodzenia rzytem, z koneksji Socjalista francuskim z Partie Socialiste ( obecnie w rozsypce po tym jak jak ja "wykonczyl" Franc Holland ( tez rzyt). Zaczynal o pukania do drzwi i szukania wyborcow, zeby po znajomosci skonczyc jako spec od finansow Jewropy itp, itd ..;
    Pozdrawiam
    https://fr.wikipedia.org/wiki/Pierre_Moscovici
  • @babaraba 23:53:32
    Zwracasz uwagę na ważną okoliczność, że złe wzorce wedrują z góry na dół. Skoro "elity" tak robią, to pojawia się proste wytłumaczenie dla maluczkich: "przecież tak wszyscy postępują" :(((
  • @Rebeliantka 10:32:35
    "Motto Tacyt : „Jest w naturze ludzkiej nienawidzić tych, których się skrzywdziło.”

    ANATOMIA UTRZYMANIA KOLONII ZSRR ZWANEJ PRL-em.
    FIZJOLOGIA TZW. „WŁADZY LUDOWEJ” i JEJ ELIT (CZYT. PSEUDOELIT)

    Józef Stalin nie mógł na nadzorców kolonii mianować normalnych i uczciwych ludzi. Jak postępowali kolonizatorzy ? Czy na nadzorców kolonii ktokolwiek by mianował politycznych przeciwników zniewolenia i kolonizacji, wyzysku, orędowników rzeczywistej wolności i niepodległości ? Na nadzorców kolonii zawsze mianuje się najgorszy sort, gotowy do zdrady, amoralny, bez sumienia, nie poczuwający się do lojalności wobec Narodu i Ojczyzny, który dzięki zdradzie uzyskuje całkowicie niezasłużony awans społeczny, za co jest wierny jak pies właścicielowi kolonii. Operację obsadzenia najgorszej żulii i bandziorów w PRL-u na wszystkich ważnych stanowiskach nazwano "sprawiedliwością społeczną". Było to niebywale bezczelne i diabelsko perfidne komunistyczne kłamstwo: bandytyzm i niesprawiedliwość nazwano sprawiedliwością !! Wysokiej jakości prawdziwe przedwojenne elity zastąpił na kluczowych stanowiskach na ogół w większości motłoch. Podczas tej operacji ukradziono wszystko wszystkim, taka to była “sprawiedliwość społeczna”. Po 1989 roku komuniści ponownie ukradli co się dało, nazywając to “prywatyzacją”. Ukradziono 150 mld zł z OFE itd. itd. Setki złodziejskich afer, kradzież kamienic itp. pokazują na co stać i jakie wartości sobą reprezentują potomkowie owej “władzy ludowej”, wyznaczonej przez Sowietów na objęcie dziesiątków tysięcy stanowisk w służbach, partiach, wojsku, sądownictwie, w administracji itd. Taki oto sort ludzki dokooptowywał sobie klientelę na swoją miarę i modłę poprzez proces selekcji negatywnej : artystów, literatów, “autorytety naukowe” etc. co jest zrozumiałe, ponieważ w koloniach ludzie pragnący wolności i suwerenności to wrogowie systemu, w którym patriotycznych i moralnych jednostek nie wywyższa się, nie awansuje, tylko zabija, więzi, prześladuje i dyskryminuje. Gdy zabrakło sowieckiego bata i “socjalistycznej dyscypliny”, motłoch pokazał swoją prawdziwą komunistyczną “moralność” : uczone małpy, rachujące psy i osły dmuchające we flet przekształciły ostatecznie Polskę w dziki kraj a państwo w Chuj, Dupa i Kamieni Kupa. Takie są korzenie pseudoelit, potomków zwykłych zdrajców i renegatów, którzy pomogli Sowietom przeprowadzić w Polsce bolszewicką komunistyczną krwawą rewolucję i dokonując totalnej grabieży własności narodu."

    Brak lustracji (weryfikacji umiejętności zawodowych oraz kwalifikacji MORALNYCH, ETYCZNYCH i INTELEKTUALNYCH) w sądownictwie to katastrofa. Kto przede wszystkim uczynił z Polski dziki kraj a z państwa zrobił Chuj, Dupa i Kamieni Kupa ? Kto jest za to odpowiedzialny ?
  • witam
    o dziwo, dało się wpisać do systemu z Firefoxa, co od miesięcy się nie udawało,

    oczywiście, burmistrz powinien zatrudniać urzędników według swojego widzimisię, jeśli ma odpowiadać za pracę urzędu,

    CI

    którzy chcą, aby przeprowadzać konkursy, np. na ową panią od ochrony środowiska,

    niech zdejmą odpowiedzialność za ochronę środowiska z burmistrza, i niech sami przyjmą ją na siebie,
    ostatecznie, urzędnik zostanie wybrany według ich woli, wyrażonej w konkursie.
  • @kula Lis 67 15:43:03 a dlaczego tylko ojczulek Stalin ?
    Jest teoria gier, są reguły, i są zwyczaje,

    a wszytko to prowadzi do tego, że nie tylko w kolonii, ale i np. w spółdzielni mieszkaniowej do władzy wybierane są kanalie i złodzieje,

    dlaczego ?

    Wynika to z niedopasowania drapieżników i ofiar, ofiar, które żywią się w całkiem innym świecie, niż żyją. uczciwi nie uczestniczą w życiu społecznym, gdzie drapieżniki polują.
  • @interesariusz z PL 16:58:30
    Właśnie, właśnie :) Zastanawiam się, co byłoby lepsze: znowelizować ustawę o pracownikach samorządowych, usuwając z niej te nieegzekwowalne przepisy o "otwartych i konkurencyjnych naborach" pracowników, czy pozostawić obecny stan rzeczy, licząc na to, że będzie on jednak - być może - trochę powstrzymywał "woluntarystyczne" decyzje kadrowe?

    Bo z odpowiedzialnością włodarzy miast jest różnie. Czy np. Gronkiewicz-Waltz za cokolwiek odpowiada?
  • @kula Lis 67 15:43:03
    Masz rację w tym, że każdy szef dobiera ludzi na swój obraz i podobieństwo. Wybitny i prawy - wybitnych i prawych, mierny - miernych.
  • @interesariusz z PL 17:04:50
    Niezły opis :)
  • @Rebeliantka 19:29:54
    Apel do szanownej pani Premier. Wobec ukazanych faktów, zarząd komisaryczny i przekopać ratusz do ostatniej kartki papieru, bo jak nie to po odejście HGW będzie już wszystko zniszczone!
  • @Rebeliantka 19:29:54
    Co trzeba zrobić aby wyłudzić kamienicę? Jest pewna droga prawna.Na pewno trzeba działać z zorganizowanej grupie przestępczej, nie da się tego zrobić w pojedynkę ! Aby wyłudzić nieruchomość min musi być decyzja prezydenta w tym wypadku to była HGW,oczywiście trzeba mieć też swoje skorumpowane sądy. Na dokumentach są podpisy HGW co oznacza akceptację na dokonanie przestępstwa przez prezydent Warszawy. Dlaczego HGW jeszcze nie siedzi? Zbierane są kolejne dowody w tym przestępczym procederze co pozwoli zamknąć ją na długie lata. Pytanie tylko czy HGW naprawi ogromne szkody finansowe wyrządzone przez swoje przestępcze działania.
  • @Rebeliantka 19:32:54
    http://niewygodne.info.pl/miejsca/palac-kultury-i-nauki--Lukas_Varhol--CCbySA3,0-wiki-550.JPG

    Nieruchomość wartą 75 mln zł miał nabyć za 1 mln. Nawet mafia sycylijska nie była tak sprawna jak mafia reprywatyzacyjna! Skala złodziejstwa, jaka miała miejsce w Warszawie w związku z dziką reprywatyzacją, jest bez precedensu. Nie tak dawno wyszło na jaw, że z powodu nieprawidłowości urzędników stołecznego magistratu, handlarz roszczeniami nabył 4 działki w ścisłym centrum Warszawy o wartości 100 mln zł. Zapłacił za nie 852 tys. zł! Teraz okazuje się, że działka przy ulicy Twardej, gdzie mieściło się prestiżowe gimnazjum, została wyceniona na 75 mln zł. Handlarz miał ją nabyć za niespełna 1 mln zł, a radni Platformy zdecydowali, aby młodzież, nauczyciele i dyrekcja szkoły opuścili tamto miejsce. Przypomnijmy - CBA w marcu ujawniła raport na temat złodziejskiej reprywatyzacji czterech działek położonych w centrum Warszawy. Miasto Stołeczne w każdym z tych przypadków było tzw. ustawowym spadkobiercą i powinno uczestniczyć w postępowaniu spadkowym. Niestety, z uwagi na zaniechanie urzędników tak się jednak nie działo. W efekcie tych zaniechań wspomniane cztery działki (w tym jedna, której warunki zabudowy pozwalają na budowę wysokościowca) o łącznej wartości 100 mln zł, zostały zbyte na rzecz skupujących roszczenia handlarzy za kwotę... 852 tys. zł. Teraz wyszło na jaw, że działka przy ul. Twardej, gdzie mieściło się prestiżowe gimnazjum nr 42 (miało doskonałą markę, było w czołówce szkół najchętniej wybieranych przez absolwentów podstawówek) również miała zostać "zreprywatyzowana" w sposób skandaliczny. Gimnazjum mieściło się na działce zajmującej pół hektara unikalnego gruntu w ścisłym centrum, z doskonałym dojazdem, wśród nowych biurowców. Nie było tam planu zagospodarowania przestrzennego, co oznaczało, że ewentualny nowy właściciel mógł liczyć na dużą swobodę inwestycyjną (czytaj: mógł wyburzyć budynek gimnazjum i postawić tam np. wysokościowiec pod wynajem biur i apartamentów). Handlarz roszczeń miał przejąć ten teren za niespełna 1 milion złotych, a radni Platformy Obywatelskiej zdecydowali w lutym 2014 roku, aby zlikwidować tam szkołę (przenieść w inne miejsce), tak by "nowy właściciel" mógł z tym terenem zrobić co zechce. Dodajmy - bardzo wartościowym terenem. Okazuje się, że w grudniu 2015 roku urząd Miasta Stołecznego Warszawy wycenił, że grunt, na którym stało gimnazjum nr 42 jest warty - uwaga - 75 milionów złotych! Pisząc o tych przypadkach nie sposób nie wspomnieć również o historii słynnej działki przy ul. Chmielnej 70 (czyli terenu w bezpośrednim sąsiedztwie Pałacu Kultury i Nauki). Przypomnijmy - w 2010 r., rzutem na taśmę tuż przed końcem swoich samorządowych kadencji, radni Platformy Obywatelskiej zdecydowali się przyjąć uchwałę zmieniającą miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego w rejonie Pałacu Kultury i Nauki. Zgodnie z treścią tej uchwały na wspomnianej działce, zamiast maksymalnie 30 metrowego budynku, jej właściciel mógłby postawić 200 metrowy wieżowiec. 2 lata później urzędnicy stołecznego ratusza podejmują decyzję, aby wspomnianą działkę, wobec której zmieniono plan zagospodarowania przestrzennego (dzięki czemu jej wartość podskoczyła do ok. 160 mln zł), oddać za darmo handlarzowi roszczeń, mimo że pierwotny właściciel tego terenu został spłacony przez państwo polskie jeszcze za czasów PRL! Jedno jest pewne - skala złodziejstwa i nieprawidłowości, jaka miała miejsce w Warszawie w związku z dziką reprywatyzacją, jest bez precedensu. Dobrze, że dziś proceder ten został istotnie ukrócony, część handlarzy siedzi w aresztach czekając na procesy, a nad głową Hanny Gronkiewicz-Waltz zbierają się coraz ciemniejsze chmury.

    Źródło: Sebastian Kaleta (Twitter.com)
    Źródło: Jan Śpiewak (Twitter.com)
  • Ciemno jest pod latarnią
    https://wpolityce.pl/kryminal/356866-obronca-kwiatkowskiego-jestem-przekonany-ze-proces-doprowadzi-do-oczyszczenia-go-ze-stawianych-mu-nieslusznie-zarzutow?strona=2

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY

więcej